Zauważyłam, że dawno nie oceniałam żadnej nowości z USA, a oglądam mnóstwo seriali.
Na początek dwa średniaki, o których piszę tyko dlatego, że są.
Zaznaczam, że w obu przypadkach widziałam tylko pięć, pierwszych epizodów.

“Enlisted” - serial o żołnierzach.

Grupa jest specyficzna, troszkę przypomina (tylko początkowo) Akademię policyjną, jednak bohaterowie “Enlisted” mogą “czyścić buty” kolegom, których widywaliśmy na kasetach VHS.

Od bardzo tandetnej czołówki - nie mogę znieść, że w 2014 roku pojawia się tak źle zrobiony aligator, kończąc na pomysłach (niestety to wszystko jest wtórne, a motywy są powybierane z innych seriali) robi z serialu o wojskowych hybrydę serialu policyjno-biurowego.

(Aligator ląduje tutaj:

Trójka braci wokół których kręci się całe dzieło - jest bezbarwna, a problemy, które można oglądać na ekranie niestety nie śmieszą (ale mnie już mało co śmieszy, więc to inna historia ;)
Mam również zarzut w stronę źle napisanych bohaterów drugiego planu. Nikogo na razie nie polubiłam i z kilkunastu przedstawionych nam postaci, nie jestem w stanie wskazać kogokolwiek, którego imię bym zapamiętała.
Duży plus - oczywiście za brak śmiechu z puszki.
Duży plus za próby. Ale po pięciu odcinkach, wiem, że to nie będzie kolejne “Brooklyn Nine-Nine”.

2,5 bobra


Millerowie -
serial o rodzinie


Kolejna produkcja, w której obserwujemy perypetię nietypowej rodzinki.
W pierwszym odcinku rodzice postanawiają się rozstać. W zasadzie to ojciec ma dość i chce rozwodu.
Poznając Carol nie dziwimy się seniorowi. Despotyczna i upierdliwa mamuśka to najjaśniejszy punkt serialu. Margo Martindale, która wciela się w żonę, matkę i babcię zasługuje na bobra. Lubię również Beau Bridgesa, który wciela się w Toma.
Niestety na tym kończą się plusy dotyczące bohaterów. Młode pokolenie jest przeciętne i ich perypetie nie przyciągają uwagi.
Odcinki bardzo różne ale bywają momenty z całkiem udanymi gagami.

Średniak
2,5 bobra.