Po pierwsze nie mogłam się doczekać Matta Le Blanca, który po słabym sitcomie Joey nie miał okazji pokazać swojego talentu komediowego, który znamy z Przyjaciół. Ale wiadomo było, że Episodes to nie kolejny, głupiutki serial z podkładanym sztucznym śmiechem.
Episodes miał przełamywać bariery i obśmiewać środowisko “filmowców” z Hollywood. A jak wyszło? No właśnie słabo.

Para angielskich scenarzystów po raz kolejny zdobywa nagrodę za swój telewizyjny hit. I dostają propozycję nie do odrzucenia. Praca nad serialem w USA! Przeniesienie UWAGA! Historii o Dyrektorze szkoły z internatem dla chłopców ma stać się hitem w Stanach (gdzie królują  kryminalne zagadki z krwią w roli głównej, opowieści o psychopatach i prostytutkach). To już wydało mi się podejrzane. Ale OK zdarzają się i w stanach mądre produkcje, oparte na rozmowach i rozwiązywaniu problemów, bez przelewu krwi. I bez seksu ;)

Sean i Beverly początkowo krygują się (w zasadzie to Beverly ma większe opory) przed przyjęciem propozycji. Jednak wygrywa słońce, praca w USA i nie ukrywajmy pieniądze. I tak małżeństwo Anglików przybywa do gorącej Kalifornii.

Dom robi wrażenie. Wygląda jak zamek lub rezydencja, zespół współpracowników bardzo pozytywnie odnosi się do pomysłów scenarzystów, żyć nie umierać… Jednak szybko okaże się, że produkcje USA rządzą się swoimi prawami.

I czego się biedni “Angole” dowiadują w kolejnych dniach? Ano prezes nie widział ich produkcji, główny aktor, który od lat odtwarza rolę w Anglii w wersji USA jest nieśmieszny, dom w którym zamieszkali i ich oszołomił to rezydencja wynajmowana do kręcenia reality show i pozostaną w niej maksymalnie sześć miesięcy.
Sztuczne uśmiechy na każdym kroku, brak zrozumienia i wpychanie amerykańskich pomysłów zaczynają ich przerastać.

Do tego dochodzi wspomniany wcześniej słynny aktor - Matt Le Blanc, który w zasadzie w nosie ma ich produkcję i zgadza się w niej zagrać dopiero po zakulisowych rozmowach z agentem. Oczywiście chodzi o duże pieniądze.

Mam nadzieję, że akcja się rozkręci. Na razie widzimy jak angielscy scenarzyści przez kilka minut upierają się przy swoim pomyśle, aby zaraz pod naciskiem innych jednak zmienić zdanie.

Czy serial pokazuje przekłamane środowisko w branży? No trochę… Ale jak dla mnie to bardziej opowiada o zagubionej parze, której wydawało się, że każdy w Stanach będzie ich nosił na rękach i całował z pietyzmem w stopy. A tutaj niespodzianka. Mało kto liczy się z ich zdaniem!
Matt nie będzie dyrektorem szkoły - będzie trenerem. Pomysły Amerykanów mogą nas zaskoczyć… ale wcale nie muszą.

Nie jest to też żaden gniot - mam nadzieję, że się rozumiemy :) Ale po tylu zapowiedziach spodziewałam się słynnego brytyjskiego humoru wplecionego w realia made in USA. Z brytyjskiego mamy tylko akcent. Wątki z ochroniarzem i niewidomą żoną producenta niepotrzebne, przerysowane, na siłę -  ujmują kilka bobrów.

Matt nie pokazuje jeszcze na co go stać, a po takiej akcji reklamowej myślałam, że to na nim będzie opierać się cały serial. Zdemaskuje aktora, lub wręcz przeciwnie pokaże, że sam nie może się odnaleźć w tym serialowym “światku”.

Nie powala. Ale też nie odrzuca.
Sprawiedliwie 2,5 bobra. I mam nadzieję, że w końcu doczekamy się czegoś śmiesznego.