Widziałam już trzy.
Podchodziłam bardzo niechętnie, bluzgając w duszy na tych, którzy skasowali mi przyjemnych “Lekarzy na start” ;)

Wiem, że serial jest kalką po innych medycznych tworach, a już “Dr House” to odwzorowanie prawie 1:1. Gburowaty, uzależniony od leków, inteligentny lekarz.
Ale…

“Gabinet numer 5″ ogląda się naprawdę dobrze.

Niewątpliwym plusem są nieograne twarze, które do tej pory robiły jedynie za tło w bardziej znanych produkcjach.
Tomasz Sobczak dzielnie radzi sobie z rolą i jest bardzo przekonujący. Cenię charyzmę i prawdę w oczach, jednak to naturszczyk skradł moje serce. Mowa oczywiście o recepcjonistce, która jest cudownym, acz prawdziwym reliktem przeszłości.
Taka Pani Grażyna jest w prawie każdej przychodni, w każdym szpitalu i innych miejscówkach, które zwykli zjadacze chleba muszą co jakiś czas odwiedzić ;)
Doczytałam, że Pani Jolanta Niedźwiecka była gwiazdą paradokumentu “Pielęgniarki”, ale uwierzcie - nie widziałam ani jednego odcinka tego dzieła.

Bóbr za rozmowy z petentami, za “brak numerków”, i “wrzody na *upie” ;)

Oczywiście zdarzają się słabsze momenty (chociażby plan drugi jest przeróżny i bardzo nierówny).

Ogólnie jestem na “Tak”. Oglądałam odcinki z zainteresowaniem, mam pewne oczekiwania, przewiduje losy i trzymam kciuki.
“Gabinet” pobija “Echo serca” na głowę.

Na dobry początek 3 bobry.