Po rewelacyjnym sitcomie “Przyjaciele” Matthew Perry w przeciwieństwie do jego kolegów z planu nie miał szczęścia do ciekawych projektów.
Rok temu pojawił się w serialu “Mr. Sunshine”, jednak po zaledwie 9 odcinkach tytuł został skasowany (nie dziwię się, był przeciętny).
W jesiennej ramówce zadebiutował “Go on” i na razie jest to jedna z najlepszych pozycji komediowych.

Komediowy… Ta pozycja ma jednak słodko-gorzki posmak. Bo jak śmiać się z bohatera, który niedawno stracił ukochaną żonę? Scenarzyści udowadniają, że jest to możliwe.
W skrócie. Ryan King jest znanym, radiowym komentatorem sportowym. Jego żona ginie w wypadku, on bardzo szybko wraca do pracy, jednak przełożony stawia mu ultimatum i wysyła na przymusową terapię grupową.
Oczywiście nasz bohater nie ma ochoty rozmawiać z obcymi o swoich uczuciach, oszukuje terapeutkę i zdobywa upragniony podpis. Jednak bardzo szybko wraca.

Współpracownicy Kinga są świetni, jednak cała siła serialu tkwi w ludziach z grupy. Każdy z nich jest nieprzeciętnym indywiduum, z problemami. M.in.: niewidomy George, Anne, której zmarła ukochana, Owen, który stracił brata, Sonia, której zdechł kot i Pan K., który jest zupełnym szaleńcem, chociaż do tej pory nie mam pojęcia dlaczego znalazł się w grupie.

Nie ma podkładanego śmiechu, są inteligentne dialogi i sporo humoru sytuacyjnego. Matthew Perry daje z siebie wszystko i naprawdę da się polubić jego bohatera.

W każdym odcinku widzimy jak Ryan pomaga kolejnemu bohaterowi z grupy wsparcia. I niejednokrotnie pakuje się przez to w kłopoty - jak z Sonią i kotami. Ale dzięki temu zabiegowi poznajemy więcej szczegółów dotyczących jego nowych przyjaciół (jestem ciekawa wątku z tajemniczym Panem K., który jest moim ulubieńcem).

Grupa również wspiera szalonego komentatora - jedna z moich ulubionych scen: Jest po 1:00 tradycyjnie Ryan budzi się i wie, że czeka go reszta bezsennej nocy (wspominał o tym nawet na terapii). Ktoś puka do drzwi… Okazuje się, że wszyscy przyjaciele postanowili przyjść i posiedzieć z nim do rana. Jest nawet terapeutka, na środkach nasennych, wyrwana przez grupę z łóżka ;) Na podwórku ogrodnik ukończył właśnie budowę fontanny ku czci zmarłej żony. Wszyscy wychodzą i śpiewają rzewną, hiszpańskojęzyczną pieśń.
Trudno się nie wzruszyć…

Go on po pilocie oceniłam wysoko, po czterech odcinkach nadal uważam, że to śmieszny i inteligentny serial dla każdego.

4 zasłużone bobry.