Jestem na świeżo po jednym z najlepszych odcinków w historii Gry o Tron.
Nie będę szczegółowo rozpisywać się nad wydarzeniami (od tego macie specjalistyczne portale omawiające serial), bo nie chcę psuć przyjemności tym, którzy chcą zobaczyć dziewiątą odsłonę.
Ale muszę przyznać bobry.
I docenić.

Zazwyczaj odcinki nr 9 były spektakularne. Dlatego zdziwiłam się, kiedy mój prywatny facet (oglądał odcinek o 3 nad ranem) stwierdził, że -”Eee tam. Nic specjalnego, przegadany, ale nie będę Ci psuł przyjemności”.
Powinien dostać specjalną nagrodę dla “Aktora w domu”. Brawo on! ;)

Spodziewałam się bitwy, ale nie spodziewałam się takiego rozmachu. Te zdjęcia, reżyseria, dobór muzyki - majstersztyk. Rewelacyjna charakteryzacja, statyści, ujęcia łopoczących flag i konie. Bestialstwo w czystej formie… A to dopiero początek.
Ciarki na całym ciele i efekt niedowierzania, kiedy John wydostał się z klaustrofobicznego bagna stworzonego przez… nie napiszę, to trzeba zobaczyć.
Zginął jeden z moich ulubionych bohaterów trzecioplanowych, a głodne bestie zniszczyły swojego przywódcę.
Jeśli ktoś kiedyś napisał, że Kit Harington jest “drewniany” to dzisiaj powinien uderzyć się w pierś i odwołać swoją niepochlebną opinię. Tyle ile te aktor wyraził w samych oczach…

Aż ręce świerzbią, żeby coś więcej dodać. Ale to może w komentarzach.

Myślicie, że w odcinku będzie tylko walka o Winterfell? To jesteście w błędzie :)
Będą smoki, będzie kobiecy sojusz i odkrycie zagadki jednej ze śmierci.

Koniecznie zobaczcie.
Łzy, niedowierzanie i zwroty akcji.
Od dawna chciałam przyznać 5 bobrów, więc mam idealną okazję.