Jestem fanką seriali z Netflixa. Niektóre jak House of Cards czy Orange Is the New Black stały się hitami i mocno wgryzły się w popkulturę.
Kolejna propozycja platformy to Grace and Frankie. Trzynaście krótkich (około 30-minutowych) epizodów, w których dopiero zaczęliśmy poznawać bohaterów, dlatego cieszę się, że zamówiono drugi sezon i trzymam kciuki za scenarzystów.

Tytułowe kobiety nie były najlepszymi przyjaciółkami. Poznajemy je w momencie, kiedy po kilkudziesięciu latach mężowie oznajmiają, że są w sobie zakochani, chcą rozwodu i planują homoseksualny ślub.

Grace i Frankie to dojrzałe, 70-letnie kobiety, które nijak nie przypuszczały, że w ich życiu wydarzy się taka rewolucja.
Szok, złość, niedowierzanie.
Mężowie zamieszkują razem w domu Grace, a kobiety ostatecznie lądują w rekreacyjnym domku nad morzem.
Chociaż nigdy nie przepadały za swoim towarzystwem okazuje się, że jako jedyne potrafią genialnie wspierać się w nowym życiu.

Serial jest “słodko - gorzki”, aczkolwiek z odcinka na odcinek widzów czeka więcej śmiechu niż łez.
(Ale to nie jest serial ze śmiechem z puszki i durnymi gagami).

W głównych rolach: Jane Fonda, Lily Tomlin, Martin Sheen i Sam Waterston. Aktorsko Panie biją Panów na głowę.
Jane Fonda jest zjawiskowa i wygląda jak milion dolarów (naprawdę trzeba wziąć się za ćwiczenia ;)

Nowość ogląda się bardzo dobrze, chociaż nie spadły mi przysłowiowe kapcie jak w przypadku chociażby OITNB.
Po pierwszym sezonie 3,99 bobra. Wiem, że serial skupia się na Grace i Frankie, ale chętnie zobaczyłabym większe rozwinięcie wątków dzieci - bo tam również kryje się spory potencjał.