Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stacja CW nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji co do dalszych losów Zoe, jej rodziny i przyjaciół.
Jednakże muzyczny, wesoły, słoneczny i kolorowy finał czwartego sezonu jest w moim odczuciu zakończeniem idealnym.

Czwarta seria została mocno skrócona ze względu na ciążę głównej bohaterki. Cieszę się jednak, że stan Rachel Bilson został wpisany w scenariusz.
Od zawsze kibicowałam jej i Wade’owi. Wieczny chłopiec z niesamowitym magnetyzmem okazał się idealnym mężczyzną na całe życie. W finale para doczekała się narodzin potomka, a także wzięła szybki ślub na sali porodowej - przy udziale mieszkańców BlueBell, rabina wyrwanego z sali operacyjnej i drobnej harfistki.
Było wzruszająco, chociaż parsknęłam śmiechem widząc ślubną fryzurę Zoe.

Trudy napotkały AB i Georga i Lemon i Levona.
Ostatecznie okazało się, że wyjazd do innego stanu nie jest większym problemem dla zakochanej pary, a szybkie oświadczyny przy samochodzie mogą być bardziej emocjonujące niż trzysta świec.

W ostatnich minutach doczekaliśmy się pięknego ślubu Lemon i Burmistrza, przy muzyce nieszablonowych podopiecznych Georga. Całe miasteczko tańczyło i śpiewało, a w tle widzowie oglądali idylliczne scenki z udziałem głównych bohaterów.

Zdaję sobie sprawę, że to było przerysowane do bólu zębów, a słodycz wylewała się z każdego kątka.
Ale nie wyobrażam sobie innego zakończenia serialu. Główni bohaterowie znaleźli swoje drugie połówki i są szczęśliwi.
Czy będzie mi brakować słonecznej Alabamy? Oczywiście, że tak.
Kolorowe stroje dzwoneczków, nieszablonowe festyny i konkursy, problemy z upałem i aligatorem - ciężko będzie mi znaleźć podobny klimat w jakiejkolwiek produkcji.

Za finał 4 mocne bobry.