Odcinek sympatyczny, relacje Anki i Jerzego w trzeciej serii są po prostu genialne. Zero dyskusji z namolną Małgorzatą - konkretnie i na dany temat.
W miłości nie ma miejsce na głupie kłótnie, co główni bohaterowie w końcu udowodnili - rozmawiają ze sobą jak dorośli ludzie. Zdrowy układ. Dodatkowy plus za podejście Jerzego do dzieci Anki. Dzisiejsza rozmowa z Mańką chociaż krótka to zaiste rozczulająca.

Jeremiasz w końcu dostał za swoje. Nie wiem czy to wina dialogów, czy aktora ale przełożony Poli to najsłabsze ogniwo Przepisu na życie. Jakby na siłę wklejony z telenoweli codziennej. Sztucznie w każdej scenie. Egzaltowany, namolny, wkurzający w każdym odcinku. Zdecydowanie nie będzie mi go żal.

Kłótnie, zgody, rozstania i powroty w tej serii zdecydowanie przejęły “Żabcie”. Ten wątek zaczyna mnie irytować, aczkolwiek Piotr Adamczyk, który ronił łzy jak grochy nadal jest genialny. Szkoda, że Beatka z odcinka na odcinek coraz bardziej nudzi. Trochę zmarnowany potencjał.

Zespół Imbiru nadal wspierający, chociaż pojawił się w odcinku na kilka minut. Dobrze, że nadal tworzą grupę przyjaciół. Kardamon też się ukazał, ale bez rewelacji.

Elka nadal knuje, a Mańka obraża się na Grochola. Nuda.

Świetny męski wieczór i dialogi między Jerzym i Andrzejem. Tutaj scenarzystka może zdecydowanie poszaleć, liczę na więcej scen z udziałem obu panów.

I ostatnia scena “babskiego wieczoru”, która przyprawiła mnie o ciarki. Szczerze mówiąc podejrzewałam czytając streszczenia, że najprawdopodobniej o taką chorobę chodzi. “Mam raka” - powiedziała sympatyczna i rozrywkowa emerytka. Cholera jasna - pomyślałam ja.
Mam nadzieję, że w tym optymistycznym serialu choroba najlepszej przyjaciółki Ireny zakończy się pozytywnie. Trzymam kciuki. Za dużo smutnych informacji mamy w prywatnym życiu.

Odcinek smaczny, zjadliwy i o czymś. Naprawdę przyjemnie spędziłam dzisiejszy wieczór.
Po długich przemyśleniach. 4 bobry.