I “Przepis na życie” i Hotel 52 postawiły na wypadki w finałach - chociaż podejrzewam, że stacje nie wiedziały o planach konkurencji.
Czekałam na potwierdzenie, czy po dramatycznych wydarzeniach w ostatnim odcinku Polsat nie zostawi stałej widowni bez wyjaśnienia co dalej z bohaterami. Jak podaje se.com.pl zdjęcia do szóstego sezonu ruszają już w czerwcu!


Piąty sezon podobał mi się znacznie bardziej niż czwarty. Początkowe odcinki bardzo dobre, za sprawą aktorów zatrudnianych w rolach gości.
Zgrabne historie, pojawiło się nawet dwóch stałych rezydentów - ale role gościnne ocenimy w tradycyjnej sondzie.

Dużo wydarzyło się również u pracowników.
Cieszę się, że w końcu Marta i Kuba mieli co grać. Dziewczynie napisano nowego adoratora - kolegę z recepcji, który szybko ją oczarował. Damian (w przeciwieństwie do nowego konsjerża - Marcina) był całkiem sympatyczny i uparcie zabiegał o Martę.
Dopiero z podstawionym pod nos konkurentem Kuba obudził się i zrozumiał, że jego współlokatorka i przyjaciółka jest “kimś więcej”. Ale mimo wyznania uczuć i wsparcia ze strony personelu Marta nie pozostawiała mu złudzeń.
Paweł Tomaszewski za długo grał w tym sezonie “fochem”. Zamiast walczyć o dziewczynę, dąsał się, obrażał, rzucał pracą i krytykował jej wybór.

Dopiero w ostatnim odcinku, kiedy zachował się jak bohater i uratował Martę z płonącego hotelu zyskał jej przychylność. Nie ma się co dziwić, Damian gotował i parzył kawkę ale nie zdecydował się “wskoczyć w ogień”. Miło i z happy endem.

Artura po tym sezonie zdecydowanie nie lubię. Nowa praca, nowe możliwości i nowa osobowość. Ona odkurzyła swoją pasję, on zmęczony i zajęty doborem szafek nocnych nie miał nawet ułamka czasu aby zerknąć na obraz, napisać smsa do Natalii lub zadzwonić. Natomiast na rozwijanie nowej znajomości z koleżanką z pracy i opiekę nad jej córeczką nie brakowało mu ani sił ani czasu. Już dawno przestałam kibicować parze Artur - Natalia. Jednak po tym sezonie zdecydowanie trzymam kciuki za jej nową miłość. Byle nie w postaci konsjerża - Marcina. Antoni Paradowski zagrał jednego z najbardziej antypatycznych bohaterów w polskim serialu.

Tam gdzie pojawia się Lucy jest dobrze. W sensie dialogów i relacji pomiędzy bohaterami. Chociaż nadal apeluje do scenarzystów o “chłopaka” dla tej bohaterki :) I żeby nie było mu łatwo.

Wątek ciąży Marzeny i szalejącego Igora również był zbędny i w zasadzie mnie irytował. Dodatkowo opieka byłego ukochanego i obecnego męża Iwony… Czy Ci mężczyźni nie mają swoich kobiet, które trzeba rozpieszczać? Każdy w hotelu staje się pomocnikiem i oparciem dla obcej “baby” całkowicie zapominając o swojej?

Reasumując. Dużo bardzo dobrych występów gościnnych: irytujący rodzice, rozpieszczone dzieci, dylematy moralne.
Kilka niepotrzebnych wątków, które niczego nie wniosły do akcji, a zdecydowanie nużyły. Początek sezonu rewelacyjny. Później bywało różnie.
W finale Igor dowiedział się, że nie jest ojcem, jednak nie zdążył podjąć żadnych decyzji, ponieważ w Hotelu 52 wybuchł pożar. Artur cały w nerwach pędzi do Natalii, a Iwona leży zemdlona w biurze. Można bardzo dobrze rozpocząć szósty sezon.

Trzymam kciuki za scenarzystów.