Dorota miała najmniej szczęśliwe uczesanie, jak do tej pory. Natomiast Natalia wręcz przeciwnie - gustowny koczek zdecydowanie lepszy, niż poprzednie fryzury z tego sezonu. Zauważyłam, że specjaliści od fryzur starają się z odcinka na odcinek dodać dziewczynie lat i splendoru. Szkoda, bo brakuje mi rozpuszczonych włosów, ze śmiesznymi spinkami lub zwykłego młodzieżowego kucyka.
W rozmowach z Iwoną, to Natalia wygląda na starszą.

Matka Tomka zagrała na uczuciach dziewczyny. Ona kocha jednak Artura i stara się z nim wyjaśnić sytuację, on jest obrażony i chce odejść. Dobrze, że ostatnia scena zrobiła zwrot akcji w relacjach tej pary. Niewielki ale zawsze. Bo oglądanie dwóch skwaszonych min przez kolejne odcinki stałoby się męczące.

Główny wątek oszusta i jego narzeczonej chyba jeszcze słabszy niż podwójna randka z zeszłego tygodnia. Szkoda, że scenarzyści nie poszli jednak w stronę humoru, bo komediowi goście i ich problemy to zdecydowany plus każdego odcinka. Katarzyna Maciąg poniżej przeciętnej. A ostatnia rozmowa z “wróżką” i deklaracja, że jak się kocha to można spłacać przez całe życie długi męża kompletnie mnie nie przekonała.

Nie było najmocniejszych punktów odcinka. Jak zwykle Lucyna Malec pokazała, że potrafi grać - nie było to tak spektakularne jak jej alkoholowe wybryki ale zawsze coś. Odcinek zdominowany został przez problemy w życiu duetu Iwona-Michał. Ona przyjęła oświadczyny i dowiedziała się, że Igor znalazł ojca. Michał został zaskoczony informacją, że jego była żona spodziewa się dziecka. Ich dziecka. Dobre, zaskakujące 2 ostatnie minuty.

Mało (prawie wcale) scen z życia personelu. Już dawno nie wiemy co słychać u Kuby i Marty, kuchnia i jej bohaterowie przepadli bez wieści. Ale rozumiem, że ciężko wcisnąć wszystkie epizody z hotelowego życia w 40 minut.

Dzisiejszy odcinek zdecydowanie mi się dłużył. Nie było żadnego wątku, którego rozwiązania byłabym ciekawa. Zero humoru, sensacji, czy dramatu. Gdyby nie ostatnie minuty byłoby słabiej. I cieszę się, że Lucy powraca do pracy.
2,5 bobra.