Trzynasty odcinek ewidentnie sponsorowała literka M jak Moron. Czyli po naszemu kretyn. Od “moronów” House wyzywał i był wyzywany, nawet przez kilkunastoletnie dzieci.
Ale po raz pierwszy od długiego czasu scenarzyści postanowili wybić sekwencję odcinka z rutyny. Owszem był przypadek medyczny, który rozwiązały ostatnie minuty. ALE tym razem połączono to w ciekawy sposób z opowieścią doktora.

Opowieść była przeznaczona dla dzieci. A nawet więcej, House opowiadał swoim nastoletnim znajomym z ławki co zrobił kilka chwil wcześniej, również w klasie pełnej dzieci.
Zawiłe? Ano zawiłe.

Ale w kilku słowach podsumuje to tak. Cuddy czepia się ukochanego o błahostki - nie wyniesione śmieci, zadartą deskę klozetową i szczoteczkę, którą Gregory czyści sobie zęby - w desperacki przyznajmy to sposób. Każda kobieta, która posiada faceta doświadczyła przynajmniej jednego takiego zachowania + skarpetki. Trzeba ich nauczać powoli i systematycznie. Ale ja nie o tym ;)

Cuddy się wściekła i chce odpocząć od House’a. On kradnie laptopa i szuka wyjaśnienia jej zachowania. Przy okazji dowiaduje się, że kobieta zrezygnowała z zapisania Rachel do najlepszego przedszkola, nie uznaje bowiem układów i znajomości. A House uznaje. I tak po spotkaniu z Dyrektorem szacownej placówki postanawia pojawić się na “Dniu karier” dla piątoklasistów.

I to najmocniejszy punkt tego odcinka. Gregory opowiada o swoim dniu pracy - na wyraźną prośbę nauczycielki. Pojawia się więc wątek z wibratorem, którego używała pacjentka i zdecydowanie za wiele spraw z życia dorosłych.
Dzieciaki mimo oporów nauczycielki są zafascynowane opowieścią gościa, który do swojej historii wrzuca wątki filmowe - szybko rozszyfrowane przez klasowego maniaka “starego kina”. Dzieci raz są okłamywane, raz zszokowane, historie z jego opowieści pojawiają się na naszych oczach - genialne przebieranki i wcielanie się w rolę postaci z kultowych filmów + House z wacikami w nosie. Też nie uwierzyłam, że aby przepędzić pacjentów doktor rozpylał amoniak i siarkowodór :)

Nie będę opisywać całej historii i wykładu jaki dzieciom strzelił poważny lekarz medycyny. To trzeba zobaczyć.

Czy House opowiedziałby o swoim życiu dwójce 12-latków, z którymi spędził czas na oczekiwaniu na Panią Dyrektor? Nie sądzę. Raczej wypunktowałby ich cynicznie i doprowadził do płaczu. Ale nie narzekam, po wielu epizodach, w których spędzaliśmy czas w biurze i czekaliśmy na rozwiązanie zagadki medycznej, wreszcie było coś świeżego i oryginalnego.

Ani razu nie spojrzałam na zegarek, co po ostatnich odcinkach działo się notorycznie. Na razie poza epizodem o połknięciu monety przez Rachel, odcinek 7×13 - to kolejny powód dlaczego warto oglądać ten serial.

Może i było moralizatorsko, dzieci dawały lekarzowi wskazówki, które doprowadziły go do refleksji i przeproszenia swojej kobiet. Ale było zdecydowanie inaczej. Lepiej. Nieszablonowo.
I bez nudnych wstawek o nijakim życiu jego załogi. Uff.

4 bobry bez wahania.

fot.http://www.housemd.info.pl/