Niby nie najgorsze, niby da się zjeść, niby to samo co ciasto z pszenicy… a jednak mdławe, suche i bez rewelacji.
Oczywiście nie skreślam serialu po kilku pierwszych odcinkach - ale jak na razie nie widzę szans na repetę.

Zacznijmy od tego, że otyłość to problem naszych czasów i nie wyobrażam sobie takiego serialu 10 lat temu. Ale widać już szaleństwo na punkcie odchudzania. Powstały reality show typu: The Biggest Loser, został nawet nakręcony film “grubasy”. Walka z otyłością jest w punkcie kulminacyjnym, więc serial znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie. Ale…

I tych “ale” jest kilka. Po pierwsze - nie ma głównego bohatera, za którego trzyma się kciuki. Na pewno Will nie jest dziewczyną, która daje się polubić od razu. Amber jest mdława i słodka do bólu, trenerów i szefowej nie da się po prostu zmęczyć, zostaje Ian - przyjaciel Will, ale to też na siłę.
Jeśli porównamy miłość obozowiczów do miłości “młodzieży” chociażby nawet w serialu Plotkara to widać różnicę… nikt nie będzie płakał jeśli uczestniczka obozu nie będzie z trenerem, to samo tyczy się innych bohaterów. Są rozbudowane dialogi, uczucia kłębią się w nastolatkach powoli, rozmowy, rozmowy i przemyślenia, spojrzenia, rozmowy…
Za mało w otyłych dzieciakach szaleństwa, każdy bunt jest szybko poskramiany, wszyscy chodzą ze spuszczonymi głowami, zdecydowanie za mało śmiechu i pozytywnych reakcji.

Dużo rozmów ze starszymi, dużo ciekawych charakterów w rolach trzecioplanowych - ale jak na razie to za mało, żeby pociągnąć cały serial.I jego kolejne serie.

A gdyby dodać do serialu trochę muzyki - rockowej, szybszych ujęć, a przede wszystkim pociągnąć go stronę komediową byłoby naprawdę dużo lepiej. Tym bardziej, że jest potencjał.


Rozmowa o koszykówce dwóch uczestników obozu:

- A o mnie w Liceum gracze to się zawsze kłócili!
-????
-Ostatnio był w naszej drużynie!, Nieprawda! Myśmy go ostatnio mieli!

:)

Dzieciaki są świetne. Nawalają dorośli. Zmieńcie montaż.