Zapowiedzi były rewelacyjne, sam temat również wydawał mi się genialny (choć oparty na szwedzkim formacie), uwielbiam seriale brytyjskie, więc oglądanie “Humans” zostawiłam sobie na przysłowiowy “deser”.
W zasadzie byłam pewna, że moje 5 bobrów w końcu będzie miało się okazję pokazać ;)

Bezpośrednio po pilocie + Spoilery.

Wraca sobie zmęczony człowiek do domu i w zasadzie nie ma pojęcia czym zająć się w pierwszej kolejności. Czy śmieci wyrzucić, czy zjeść cokolwiek, a może umyć naczynia zalegające od wczoraj. W sumie i pranie przydałoby się zrobić… Prasowanie czeka, nie mówiąc już o brudnych oknach.
A ogródek? A plama na kanapie? A…?
Aaaa!!!
Oj jak oglądałam zapowiedzi Humans pomyślałam, że mam marne marzenia dotyczące technologii. Bo chciałabym li i jedynie i-Robota, który odkurza podłogi.
W serialu widzimy coś niewyobrażalnego. Kupujemy sobie człowieka-robota na raty. W promocji. Wychodzi taniej niż samochód. Programujemy naszą nową “gosposię” i w zasadzie temat sprzątania, prania i prasowania przestaje istnieć. Dodatkowo nasz “Syntetyk” robi wszystko co chcemy - czyta dzieciom, może nam pomóc w rehabilitacji, gotuje ulubione przysmaki.
Żyć nie umierać.

W serialu główny bohater kupuje takowego “robota”, aby pomóc zapracowanej żonie i co tu ukrywać - sobie, gdyż podczas jej nieobecności musi opiekować się trójką pociech.
Okazuje się, że ich Anita uwielbia przebywać z najmłodszą córeczką, ogląda zdjęcia, czy podziwia pełnię księżyca. Rodzina traktuje ją jak niewolnika, a piękny android zaczyna pokazywać “pazurki”.
W finale widzimy, że nigdy, przenigdy nie powinniśmy ufać obcemu w domu.

Kolejnego “syntetyka” poznajemy w scenach ze starszym człowiekiem, który nie chce się zgodzić na żadne aktualizacje. Traktuje maszynę jak syna i przypomina mu o przeszłości i zmarłej żonie.

Jeszcze jeden pojawia się na kilka chwil - jest trenerem kobiety. Reakcja męża nie pozostawia złudzeń. Po przyjściu do domu, widząc chichoczącą żonę noszoną na rękach przez nietypowego rehabilitanta staje się żałośnie niepotrzebny.
Na rozwój tego wątku czekam najbardziej.

Oczywiście “Syntetycznych ludzi” można spotkać nie tylko w domach konkretnych rodzin. Są wszędzie. Rozdają ulotki, sprzątają ulice miast, zajmują się prostytucją, czy sprawdzają bilety. Zielonookie twory wykonują mnóstwo prac. Są świetnie wyszkolonymi maszynami, które nie mają prawa chorować, nie mają prawa narzekać, bo w zasadzie nie mają żadnych praw.
To są jedynie ładniej opakowane komputery.

Problem w tym, że niektóre z tych komputerów odczuwają - zostały obdarzone świadomością przez jednego z genialnych matematyków.
Jak ich rozpoznać?
Tym zajmuje się specjalna jednostka.
“Roboty”, które czują łączą się w grupy i ukrywają się przed ludźmi w lesie. Przynajmniej na razie.
Już wiemy, że Anita ma wspomnienia, marzenia, a nawet ukochanego.

Dlaczego pilot nie zasłużył na 5 bobrów?

Bo niczym mnie nie zaskoczył.
W zasadzie zwiastuny i akcja promocyjna pokazały nam działanie tych “syntetycznych ludzi”. Wątki z ucieczkami i poszukiwaniami nie wywarły na mnie żadnego wrażenia. Sceny w lesie w zamierzeniu dramatyczne okazały się bezpłciowe.
Robot Anita bardzo przewidywalny. Od pierwszych chwil czułam, że na końcu odcinka dostaniemy “szokujący” zwrot z udziałem dzieciaka. I tak też się stało.
Zdarzyły się również scenki zupełnie niepotrzebne, włożone tylko po to, aby widzom w sposób najmniej subtelny wepchnąć do głowy działanie służebnych maszyn.

Oczywiście czekam na więcej.
Ale szczęka mi nie opadła i nie miałam ciarek na plecach.
3,5 bobra będzie oceną bardzo sprawiedliwą i odrobinę na wyrost.