Hotel 52 wrócił w czwartej serii i mimo obaw zaskoczył jakością. Bardzo dobry dobór aktorów, którzy wcielają się w role hotelowych gości.
Mój ulubieniec Sławomir Orzechowski tym razem zagrał ojca Edyty i właściciela firmy, która produkuje bieliznę. Ma swojego pupila - przyszłego zięcia, piłkarza i skończonego idiotę - w tej roli świetny Andrzej Młynarczyk. Rafałek lubi kobiety, a z narzeczoną żyje w celibacie.

Podczas kręcenia reklamy na jaw wychodzi fakt, że Rafałek miał przygodny seks z pilotką, która poharatała mu plecy. Naprawdę świetna rola Młynarczyka, który wcielił się w piłkarza. Nie będę rzucać nazwiskami ale Mazurek mi kogoś przypomina ;) W sensie polskiego piłkarza.

Zmiany, zmiany, zmiany. Konsjerż wypada z gry, Artur odchodzi z Hotelu 52, kelnerka Marta ma nowego adoratora, a Kuba nie jest z tego powodu specjalnie szczęśliwy.

Nowi. Recepcjonista i konsjerż. Damian i Marcin. Pierwszy jest sympatyczny, drugi to totalny bufon i jak widać po pierwszym odcinku we Francji coś go łączyło z Natalią. Obaj panowie zapuszczają włosy - nie dodaje im to uroku. W przeciwieństwie do Kamila Kuli, który od lat wciela się w rolę Igora.

Błażej popełnij samobójstwo, Andrzej zostaje oczyszczony z zarzutów, a Igor traci Marzenę, która spodziewa się jego dziecka.

Kobiety w serialu wyglądają lepiej niż kiedykolwiek.

Jak zawsze twierdziłam - odcinek tworzą hotelowi goście. Tym razem było bardzo dobrze. Świetny wątek, genialny dobór aktorów. Wartka akcja, dobrze zmieszana z losami pracowników hotelu. Jak zwykle brakowało mi Lucy ;)
4 bobry.