I po ślubie. Zaskoczeni? Ja bardzo!

Shonda po raz kolejny zaskoczyła fanów „Chirurgów”.
Szczególnie szanuję produkcję, która pilnuje aby żadne ważne „spoilery” nie wypłynęły przed emisją odcinka.
Co mnie zaskoczyło i dlaczego uważam, że Chirurdzy powrócili w dobrej formie – poniżej.

W grudniu pisałam:„Jestem w 100% przekonana, że ślub się odbędzie, a Jackson zostanie z niczym (bo chyba żadna kobieta nie wybaczy wyznań miłości na weselu innej).”
Dlatego oglądając początek odcinka miałam wrażenie, że oglądamy sen April lub Jacksona, a za moment wrócimy do kaplicy i zobaczymy ślub z Matthew + złamane serce Avery’ego.

Czekało mnie spore zaskoczenie. April ucieka sprzed ołtarza z ukochanym, wsiadają do samochodu i odjeżdżają w stronę zachodzącego słońca…
Oczywiście lekarze wracają do pracy i muszą zmierzyć się z nienawiścią rezydentów – a przede wszystkim upokorzonej Stephanie.

Nie dziwię się też, że rezydenci anonimowo składają zażalenie na stosunki z przełożonymi. Ciekawi mnie jednak co w sytuacji absolutnego zakazu „spotykania się” pracowników zrobią Jo i Alex.
Bo jak wiadomo April i Jackson nie muszą się ukrywać. W finale dowiedzieliśmy się, że para wzięła potajemny ślub…

Cieszę się, że Meredith i Cristina miały okazję porozmawiać i ponarzekać na facetów, jak w starych, dobrych czasach, Trzymam kciuki aby przyjaźń wróciła na odpowiednie tory.

Dobrze, że zakończył się wątek ojca Alexa, który mocno mnie wynudził, a udowodnił jedynie, że mężczyzna w swoim życiu wyrządził bliskim mnóstwo zła i w chwili śmierci nie było nikogo (poza opuszczonym przed laty synem), kto chciałby go wspierać i chociażby potrzymać za rękę.

Rewelacyjny wątek medyczny – czyli „człowiek kot”. Mężczyzna przez lata przechodził dziesiątki operacji plastycznych aby upodobnić się do kota. Ostatecznie ma oryginalny wygląd, który sprawia, że nie może wyjść z domu, bo straszy ludzi.

Przydała się przerwa. Powrót Chirurgów zaskoczył pozytywnie. Mam nadzieję, że podobnie będzie za tydzień.
3,5 bobra

Jedna odpowiedź do “I po ślubie. Zaskoczeni? Ja bardzo!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *