Problemy techniczne opóźniły odcinek, jednak byłam ciekawa jak scenarzyści zakończą przygody Anki, Jerzego i ich przyjaciół w tym sezonie, więc nie dziwcie się późnej porze.

Jako, że to ostatni epizod w tej serii - poniżej [spoilery] i moje, osobiste przemyślenia.

W jednym zdaniu. Słaby odcinek, słabego sezonu.
Nigdy nie ukrywałam, że “Przepis na życie” to mój ulubiony serial obyczajowy. Niestety już w trzecim sezonie akcja była bardzo nierówna i momentami nużąca. Czwarta seria zakpiła z widzów i to co oglądaliśmy przez trzynaście epizodów było żenujące. Po pierwsze amnezja Jerzego, która trwała zdecydowanie za długo, później powrót świadomości i jeden, słownie JEDEN odcinek, w którym główni bohaterowie zaznali trochę szczęścia i poczuliśmy, że wracamy na dobre tory. Niestety wszystko “oklapło”, kiedy Knappe zarzucił Ance zdradę, zaczął regularnie sypiać ze swoją terapeutką i na końcu, przelewając falę goryczy - zdecydował się na ślub z Dorotą.

Niestety wątki poboczne też nie były zjawiskowe i ciężko było się pozbyć wrażenia, że wszystko i tak kręci się wokół nieszczęśliwej miłości Anki.
Żabcie w tym sezonie były pokraczne. Beatka robi karierę w polityce, a Andrzejek? Trochę chóru, wątek jasnowidza, sceny z rodzicami. Naprawdę nic ciekawego.
Zaskoczyła mnie Pola, która spodziewa się dziecka (chociaż akurat w tym przypadku żałuję, że scenarzystka poszła na “łatwiznę”) i ma poważnie chorego faceta.

W finale widzieliśmy: Irena i Wandzia śledzą Ankę, o którą się wszyscy martwią (czy nikt z seniorów nie ma własnych dzieci o które również można się niepokoić?).
Andrzejek ratuje Beatę z pożaru (niestety nikt nam nie wyjaśnił o co chodziło z prześladowczynią dr Darmięty), emeryci mają świetne związki, młodzież również.
Nie było Poli i Tadeusza, żałuję bo ten wątek ratował obecny sezon.

Był ślub Jerzego. Czy Anka pojawiła się na uroczystości? Tym bardziej, że zobaczyliśmy ją zrelaksowaną w Umbrii, dwa tygodnie później. Aczkolwiek Knappe wybiegł z kościoła aby zatrzymać ukochaną kobietę i tym samym zrujnował swój związek z Dorotą.

Najciekawsze jest to, że Jerzy pojawia się we Włoszech, Anka wybacza mu wszystkie zdrady, ślub (który najprawdopodobniej się nie odbył), związek z Dorotą i inne, denerwujące widzów sytuacje. Po czym wsiadają do samochodu i jadą w stronę zachodzącego słońca.
Kto mi to może wytłumaczyć?

I czy zakochane kobiety są aż tak głupie? A może to był tylko sen?

Ciężko mi ocenić finał, bo go kompletnie nie rozumiem. Może to późna godzina i jestem zmęczona…
Ale tych bzdur nawet wyspana nie byłabym w stanie ogarnąć.

Absurdalne zakończenie, rodem z tanich komedii romantycznych, które nie miały za wiele sensu w fabule.
Na plus muzyka.

2 bobry.