Pewnie po raz kolejny dowiem się, że jestem “czepialska”. Ale wczorajszy odcinek M jak miłość skłonił mnie do pewnego rodzaju refleksji, a raczej zadania sobie pytania, czy w Warszawie rzeczywiście żyje się inaczej i skąd Ci ludzie mają pieniądze?
Nie byłoby nic dziwnego w w/w fotelu, gdyby znalazł się w mieszkaniu np. Marty i Andrzeja - Sędzi i szanowanego adwokata. Ale jeśli niecodzienny, designerski mebel nagle ląduje u niepracującej kelnerki i zwolnionego z pracy “budowlańca” zaczyna mnie to poważnie irytować.

Mieszkanie Kasi, Marcina i ich kumpla Maczety jest duże i naprawdę świetnie urządzone.
Nie mam pojęcia jaki jest czynsz w podobnych lokalizacjach ale od pewnego czasu zaczęłam się zastanawiać kto za to wszystko płaci?

Pokazuje nam się trójkę młodych ludzi bez pracy i oglądamy wnętrza, których nie powstydziłaby się ikona rocka (zobaczcie z ciekawości na MTV program, w którym gwiazdy chwalą się swoimi posiadłościami. Większość nie dorobiła się podobnych luksusów! jak bezrobotni bohaterowie hitowego serialu Dwójki).

Taki wiszący fotel kosztuje krocie. Bo nie mniej niż 3 tysiące złotych. W momencie jego pojawienia się w mieszkaniu Kasi i Marcina nie było Maczety - wróża, który mógłby ostatecznie zapłacić za ekscentryczny mebel.

Kto go więc kupił? I dlaczego pojawił się u Kasi i Marcina akurat w momencie, kiedy oboje stracili pracę?
Czyżby ludzie z Warszawy odłożone i przeznaczone na tzw. “czarną godzinę” pieniądze wydawali na meble za kilka tysięcy złotych? Bo inaczej się tego wytłumaczyć nie da…

fotel w serialu:

I jego cena: