Intelligence – wiele hałasu o nic?

Czas na jakąś recenzję?
Jak już wiecie nie jestem fanką seriali z superbohaterami w roli głównej – od tego są recenzenci – mężczyźni, którzy idealnie opisują kunszt gry, efekty specjalne i zgodność/niezgodność z komiksową lub filmową wersją 😉
Na „Intelligence” czekałam jednak z innego powodu. Powód nazywa się Josh Holloway, a znacie go drogie Panie z pewnością z serialu „Lost”, gdzie jako Sawyer powoli, acz skutecznie zdobywał serca.

Kochane!
Sawyer się postarzał ale w tej wersji niektórzy panowie są jeszcze bardziej „seksi”. Niestety…
Pan Josh wygląda na zmęczonego i niezbyt zainteresowanego scenariuszem – bo w sumie czym się tutaj ekscytować?

W skrócie.

Główny bohater ma wszczepiony w mózg mikrochip, który pozwala mu wyświetlać wszelkie dane, miejsca, nazwiska i sytuacje (taka wyszukiwarka google w głowie, połączona dodatkowo z wszelkimi bazami policyjnymi świata i satelitami w kosmosie).
Mózg z czipem jest bardzo drogi, o czym dowiadujemy się kilkakrotnie podczas odcinka i wielu złych ludzi chce go przejąć. Dlatego też, nasz bohater dostaje ochronę w postaci ślicznej (tradycyjnie) agentki, która do tej pory „opiekowała się prezydentem USA).

Jesteście jeszcze? ;)
Będę Teleexpressem 😉
Chińska mafia chce przejąć czip, Agentka ratuje bohatera (do dzisiaj nie wiem PO CO ściągnął jej plasterek z gazą, kiedy nie był w stanie go wymienić na nowy – bo siedzieli w chińskim więzieniu, które przypomina miejsce nagrywania klipu Nataszy Urbańskiej 🙂
Gabriel ma żonę oskarżoną o terroryzm, którą chce znaleźć, między agentką i bohaterem nawiązuje się nić porozumienia, zdarzają się strzelaniny i sceny sztuki walki.
KONIEC.

Drewno okrutne.
Cały czas czekałam na efekt „WOW”. Nie ma szans.
Polubiłam jedną postać – długowłosego informatyka, „nerda”, który bardzo szybko okazał się zdrajcą.

Nie mam siły oglądać drugiego odcinka, w którym po raz kolejny będą uciekać, strzelać i chronić ten niezwykły „mikrochip”, którym dysponuje nasz główny bohater.
Może kiedyś…

Za premierę 2 bobry.
Josh Holloway… Szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *