I o czym się tutaj rozpisywać? ;)
Ile bobrów przyznacie po dzisiejszym odcinku?

Jerzy jest furiatem, chociaż bardzo się cieszę, że już potrafi powiedzieć słowo “przepraszam”. W przeciwieństwie do pierwszego sezonu nie trzaska drzwiami, kiedy widzi swoją ukochaną w obecności innego mężczyzny tylko rozmawia i wspiera - nadal jest jednak bardzo zazdrosny.

Marek Rajtek - świetnie wymyślone nazwisko bohatera, które sprawiło, że w końcu się uśmiałam. Dodatkowo mój mózg od razu złożył zdanie - “na świecie jest tyle marek rajtek” (rzeczywiście dobrze, że nie Marek Rajstop ;)

Irka i Michał w końcu zaręczeni, jednak po tym wątku spodziewałam się większej ilości wzruszeń. Było miło i sympatycznie, a domek na wsi rzeczywiście przeuroczy. Piękne miejsce na spędzenie jesieni życia (nie przypomniał Wam Grabiny?).
Po dzisiejszym odcinku straciłam zupełnie cierpliwość do Wandzi i wątku “impotencji” Stefana. Niech w końcu idzie i zbada prostatę, bo to nudne jak flaki z olejem i po ludzku żal mi tej postaci.

Walduś i Andrzejek po raz kolejny przeprowadzają prywatne śledztwo. Tym razem generał był lepiej przygotowany -  rozłożyło mnie maskowanie samochodu.
Okazało się, że Foczka spotyka się z dużo młodszym przystojniakiem. Jak myślicie to będzie masażysta, czy prywatny trener?
Szpiegowanie zajęło za dużo czasu odcinka i chociaż momentami było śmiesznie, to ewidentny zapychacz czasu, podobnie jak Beatka i jej wątek z ministrem (bukiet przepiękny).

Nic nie zmieniło się w relacjach głównych bohaterów i ich dzieci.
Elka wyznaje Kasini, że jej nienawidzi i nie wybaczy jej “tego całego ślubu” z Jerzym, po czym pyta czy może się u niej zatrzymać. Nie rozumiem jej postępowania, decyzji, przyjaźni.

Pola nieistotna, zobaczyliśmy Grubą i Magdalenę Schejbal. Ale trwało to kilka sekund i nie wniosło niczego do odcinka.
Lepiej niż przed tygodniem. Za kolory, Jerzego, który przeprasza i Marka Rajtek - 2 bobry.
Niestety nie widać pomysłów na dalsze losy bohaterów, a akcja stoi w miejscu.