Siedzę i nie wiem co napisać…
Bo wszystkie wątki są banalne i nie posuwają się ani milimetr do przodu. Niebawem będziemy w połowie sezonu, który jak na razie nie zapowiada żadnych, spektakularnych zmian.

Wynudziłam się.

Anka i Jerzy szczęśliwi, mają jednak problemy z dziećmi.
Nie do końca rozumiem ich zachowanie w momencie kiedy Gniewko wybiegł na ulice. Całą złość wyładowali na Mańce, która stęskniona na widok braciszka zawołała go po imieniu.
Ja mam pretensje do Anki.
Która matka wysadzając dziecko z samochodu zostawia go “samopas”? Mogło nie być Mańki, wystarczą przecież sekundy aby niepilnowany przez nikogo maluch wybiegł na ulicę.

Rozdrażniła mnie również Elka, która postanawia zostawić problematycznego nastolatka pod opieką ojca, nie pytając nikogo, a przede wszystkim syna o zdanie.
“Wyprowadzam się, Jasiek to od jutra twój problem!” Nominuję ją do tytułu: “Matka roku” ;)

Wątek z koleżkami Jaśka też mnie zirytował. Młodzież widząc dorosłych nie boi się ich reakcji na alkohol, papierosy? Mało tego - macha przed oczami woreczkiem z podejrzanym proszkiem?
Chyba troszkę sci-fi? Gówniarze nie boją się, że ktoś dorosły zadzwoni na policję? Ostentacyjnie wyciągają alkohol i narkotyki przed rodzicami znajomego?

Pola, Tadeusz i Kuba. Nuda okrutna.
Wandzia po raz kolejny zwierza się wszystkim w sprawach braku pożycia seksualnego? (nie będę się rozpisywać na ten temat, bo to już uczyniłam kilkakrotnie). Bardzo słaby wątek.

Ucieszyłam się, że Waluś rozpoczyna walkę o powrót do domu. Rozpoczęło się śledztwo, które trwało… kilka sekund i znowu wróciliśmy do jałowych rozmów o niczym i spacerów w parku.
Beatka drażliwa i tradycyjnie obrażona na cały świat, szczególnie na męża, którego “nabyła przez niefortunny ożenek”.
Minister i kobiety uciśnione też mnie irytują. Szkoda, że będziemy męczyć się z nimi cały sezon.

Mańka powoli się przełamuje, świetna, chociaż bardzo krótka rozmowa z ojcem. (Nie zdziwiło Was, że Andrzej ma czas pomagać teściowi i spacerować z małą córeczką po parku, a pierworodną latorośl przyjmuje na korytarzu przychodni? ).

Niestety w tym tygodniu “Przepis na życie” nie zanotował żadnych sympatycznych, śmiesznych, czy wzruszających chwil.
Po raz kolejny widać brak pomysłów na bohaterów i ich poczynania.

Dam 1,5  bobra za scenę kulinarną, bo cała reszta jak widzicie powyżej zmęczyła i wyzłościła mnie dzisiaj okrutnie.
Szkoda.