Ten cytat najbardziej pasował mi do wydarzeń z dzisiejszego odcinka (chociaż oczywiście nie pojawił się w serialu).
Kancelaria wpadła w poważne kłopoty finansowe i musiała podjąć ważną decyzję dotyczącą przyszłości.
Poniżej recenzja.

Nie wiem czy kiedykolwiek chwaliłam “Prawo Agaty” za zdjęcia Warszawy. Szczególnie te robione nocą robią wrażenie. Brawo!

Przyznam szczerze, że dzisiaj nie podobała mi się żadna ze spraw prowadzonych przez prawników.
Dębski został wynajęty przez egzaltowaną klientkę do walki o ograniczenie ilości widzeń jej byłego, niezamożnego męża z synem.
Agata reprezentowała dziewczynę, która została skazana za odłączenie swojej mamy od aparatury podtrzymującej życie.

Niestety nie wyróżnię ani dialogów, ani aktorstwa.

Oba przypadki były tylko przerwą pomiędzy relacjami głównych bohaterów. A dzisiaj działo się, aż miło ;)

Scenarzyści nadal bawią się z widownią - w pozytywny sposób. Agata i Marek to jedna z najbardziej romantycznych par w polskim serialu. Przyjacielskie żarty, wymówki i rozmowy o seksie plątały się z czułostkami i w końcu! Ważnymi decyzjami w życiu głównych bohaterów.

Żal mi było Marka, który po wygraniu sprawy został obrażony przez rozgoryczonego ojca, rozstał się z Marią i miał “wypadek” samochodowy. Kiedy w końcu postanowił kupić sobie butelczynę w sklepie został napadnięty przez miejscowych wyrostów i ostatecznie pobity.
Ale ile było determinacji w rzucaniu koszem w złodziei! Ucieszyłam się, że jego postępek zakończył się tylko rozcięciem łuku brwiowego ;) bo zapowiadało się naprawdę groźnie.

Ostatnia scena, kiedy oboje, w tym samym czasie pukają do swoich drzwi jest przepiękna. Wyszło na to, że Dębski jest bardziej wytrwały i postanowił spędzić noc czekając na Agatę w samochodzie, przed jej blokiem. Spojrzenie zza szyby… Chyba już tylko odcinki dzielą nas od szaleńczego uczucia, które będziemy mogli obserwować na ekranach telewizorów ;)

Jeszcze na koniec kilka ważnych spraw.
Małgorzata Pieczyńska (jej kariera przypomina mi losy Dr Ireny Eris) wyglądała zjawiskowo. Cieszę się, że na dłużej zagości w serialu. Jan Frycz - czyli mecenas Bitner również będzie pojawiał się w kolejnych epizodach. Został właścicielem Kancelarii i to jego nazwisko zawiśnie teraz na szyldzie (nota bene smutna scena, kiedy Bartek odkręcał tabliczkę).

Mimo słabych (moim zdaniem) spraw oceniam odcinek wysoko.
Powiem szczerze, że na końcu byłam mocno wzruszona.

4 bobry.