Przed nami pozostał TYLKO ostatni odcinek drugiego sezonu i już podejrzewam, że finał mocno namiesza w całej historii.
O tym co wydarzyło się w prapremierze - przeczytacie poniżej.

Mnóstwo pytań, ale coraz więcej odpowiedzi.

Dzieci skupował koncern farmaceutyczny, który zarabia olbrzymie pieniądze i nie ma problemu z zapłaceniem kar w miliardach dolarów. Tym bardziej, nie ma żadnych skrupułów z mordowaniem ludzi, którzy tkwią w układzie.
Tym razem opracowywany jest lek na wirus HIV. I właśnie do tych badań potrzebna była córeczka Joasi. Dziewczynka, która urodziła się ze specjalną mutacją DNA została królikiem doświadczalnym w jednym z laboratoriów.
Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że tak ważne lekarstwo byłoby niesamowitym przełomem w walce z AIDS, jednak patrząc na uśmiechniętego bobasa podłączonego do aparatury cierpnie mi skóra… I jeszcze opinia instytutu, który pozwolił, aby wcześniej wypuszczać nieprzetestowane leki powodujące dziury w sercach nienarodzonych.
W głowie mi się to nie mieści. A chodzi jedynie o pieniądze.

Romans Czyża z przełożoną trwa w najlepsze. Słodkość wylewa się z ekranu hektolitrami ;) A ja mam wrażenie, że w finale sielanka się zakończy (chociaż naprawdę nie chce aby Andrzej cierpiał).

Okazało się, że Krzysztof pracuje dla szwajcarskiej policji i również szuka dzieci zakupionych przez koncern, jednak przede wszystkim zdobywa informacje o Farmcomie. Wiecie co? Ja mu nie ufam…
Tamara zrobiła mu nietypowe przesłuchanie z gazem usypiającym w roli głównej ;)  Owszem opowiedział jej o zabójstwie Tkacza, o paszporcie dla doktora i pendrive z wynikami badań.
Wyznał jej również miłość.
Ale przy okazji w dwunastym epizodzie widzieliśmy, że jest w stanie porwać dziecko i szantażować jego matkę + krótki zwiastun finału.
Ten człowiek z pewnością jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Świetna rozmowa o ptakach brodzących Andrzeja i Tomka - “Wyglądasz jak jakiś Marabut” -  już na początku odcinka poprawiła mi humor. Duet Sadowski - Bukowski jak zwykle na wysokim poziomie.
Grzegorz Małecki miał dzisiaj sporo do zagrania. Niestety nie jestem w stanie ocenić poprawności języka niemieckiego, jakim się posługiwał ;) Natomiast uważam, że jego bohater jest zagrany bardzo poprawnie… Poprawnie, dobrze i przekonująco.
Ale bardzo mi przykro - to nie to samo co np. Pan Simlat.

Dr Rokosz okazał się gejem - podobnie, jak wcielający się w tę rolę - Jacek Poniedziałek, który jako jeden, z pierwszych, polskich aktorów oficjalnie przyznał się do bycia homoseksualistą. W roli jego życiowego partnera Mariusz Drężek, który - o dziwo! - nie zdążył mnie zirytować swoją grą aktorską, a nawet pozytywnie zaskoczył.

Na krawędzi przed samym finałem cały czas utrzymuje dobry poziom. To bardzo dobra produkcja i mam wrażenie, że w jesiennej ramówce nie ma dla siebie konkurencji.
4 bobry.