Sama słodycz przed finałem. W zasadzie cieszę się, że w międzyczasie wypadły Święta i niektóre seriale zostały z tej okazji “przedłużone” o kolejny tydzień.
Bo już niebawem nie będzie czego oceniać - a w zasadzie będzie, tylko pozostaną nam produkcje z USA. Ale kto to ogląda? ;)

Co w “Samej słodyczy”?


Wrócił Stasiek, który podobnie jak Fryderyk chce mieć pełną rodzinę. Na szczęście Marta przejęta przygotowaniami do ślubu nie utrudnia kontaktów na linii syn-ojciec, chociaż nieszczególnie była zachwycona, kiedy w mieszkaniu “ex” męża napotkała imprezę przygotowaną przez… Patrycję!
Nie była również szczególnie zazdrosna - nad czym ubolewał Staś i Fryderyk.

Po raz pierwszy u Patrycji dało się dostrzec “ludzkie” odruchy. Po nieudanej kolacji, kiedy jej “luby” potwierdził, że kocha Martę i tylko z nią chce być - Patrycja przestała się narzucać, a nawet zapłakała rzewnymi łzami. Nie mam pojęcia co roiło się w jej uroczej główce ale ta rozmowa powinna mieć miejsce dużo wcześniej.
(W zasadzie miała miejsce już kilka tygodni temu, tylko… kobieta nie potrafiła przyjąć odrzucenia).

Nie mogę doczekać się Dziubka. Jak myślicie czy poza głosem i pośladkami poznamy w końcu wybranka Marty? A może to postać tak tajemnicza jak mama Howarda Wolowitza z “Teorii Wielkiego Podrywu”?

Marianka i Gosia to materiał na dobre przyjaciółki. Każda z nich prowadzi inne życie, każda ma zupełnie inne priorytety i jeden punkt wspólny - faceci - a dokładniej nieudane związki z mężczyznami.

Ich relacja mogłaby być świetnym rozpoczęciem drugiego sezonu - którego jak wiemy nie będzie.

Benedykt z Izabellą powoli zbliżają się do siebie.
Tadeusz po raz kolejny okazuje się typowym “dupkiem”, który sądzi, że ucieczka kilkuletniej córki to zemsta i “nic takiego”.
Znika 6-letnie dziecko, a ojciec spokojnie czeka na jego powrót - tak chyba dzieje się tylko w serialu ;)

Moją bohaterką tygodnia i postacią, z którą mogę się utożsamiać jest Basia. Partnerka Tadeusza, która spodziewa się z nim dziecka - naprawdę przejmuje się losem Oli, dzwoni do Marianny aby ostatecznie zaszantażować partnera i znaleźć najlepsze wyjście dla dziewczynki. Czyli powrót w ramiona matki.

Gdyby tylko serialowe dzieci nie chciały uciekać. W zasadzie zapamiętam “Samą słodycz” przez pryzmat ucieczek i pogoni maluchów i szukających ich non-stop rodziców w towarzystwie przyjaciół.

Ale dzisiaj Patrycja znikła (miejmy nadzieję, że na dobre), spędziliśmy miłe chwile z Tajfunem i mamą “Słodyczy”, Gosia zaproponowała kasę i przyjaźń, a Basia wzięła sprawy w swoje ręce.

3 bobry.