Nie powiem pierwsze dwa odcinki bardzo mi się podobały, wniosły powiew “nowości” bez agencji reklamowej “Tu i teraz”, bez Bartka i odchodzącej od niego co epizod Ewy (która w najlepszym wypadku się obrażała) i miliona innych dramatycznych wątków z Markiem, który nie pracował i wiecznie zagniewaną Elizą w rolach głównych.
Jednak po pięciu odcinkach przygód Ewki i Lucyny, które konkurują z pensjonatem Marty zdecydowanie mówię “Co za dużo, to niezdrowo”.

Scenarzyści nas posłuchali. Nie ma już żadnych byłych żon z dzieckiem, a Ewka na dobre była/jest pokłócona z Bartkiem.

Marek dostał nauczkę od braci ciężarnej Dorotki i musi z nimi produkować oscypki, czego bardzo się wstydzi. Ewka rzuciła pracę w Warszawie i przeniosła się do Zakopanego. Na razie nie ma już szans na związek z Bartkiem (który teraz sam nie wie czego chce) i prowadzi sobie z Lucyną pensjonat.

Walka między dwiema “firmami”, codzienne knucie, rozwalanie śmieci, wypuszczanie szczurów itp. drażni mnie podobnie jak związek Bartka i Ewki w drugiej odsłonie serialu. Nie wiem dlaczego scenarzyści nie potrafią tego wypośrodkować.

Dorota Pomykała jako Lucyna na początku śmieszna i przekoloryzowana bawiła widzów. Ale po piątym odcinku zaczęła mnie irytować i dramatycznie zbliża się granic absurdu.

Związek miśków też się zakończył i odetchnęłam z ulgą. Mam nadzieję, że Jasiek w końcu będzie starym “misiem”, który nadużywa alkoholu i daje dobre rady.

Redakcja “Tu i teraz” w zasadzie zupełnie nie istniała. W ostatnim odcinku wygrali w loterii i spierali się o ilość pieniędzy. Większość czasu Patryk przespał, a Hanka drastycznie zmieniła image i prezentuje się nam w kusej, odsłaniającej piersi koszulce. Gdzie krawaty? I co na to jej zazdrosny mąż? Wszystko wygląda jak z innej bajki…

Nie wiem dlaczego z nowego chłopaka Artura po raz kolejny postanowiono zrobić szumowinę, który ma żonę i dzieci. Po sympatycznym mężczyźnie, który chciał aby Artur się otworzył na swoją orientację nie ma śladu. Nagle mamy do czynienia z bogatym mężczyzną, któremu chce się splunąć w twarz.

Barbara w związku z Michałem - kolejna niedorzeczność. Kłótnie przyjaciółek o niewiernego adoratora, który ukrywa się u Lucyny też wyglądają jak z innej produkcji. Gdzie się podziała prawdziwa przyjaźń?

Za dużo Cyfrowego Polsatu i rozmów o dostępie do internetu.

Ale teraz po długiej przerwie kilka plusów odcinka 5-tego.
1. Janusz Chabior jako mnich, który kupuje u Anieli nalewkę i chóry anielskie, które usłyszał przed spróbowaniem produktu + mnich, który godzi zwaśnione konkurentki. Za ten wątek dokładam jednego bobra.

Szpilki na Giewoncie 3 przypominają jak ktoś słusznie zauważył w komentarzach “Samych swoich po latach”. Ale akcja i główni bohaterowie nie posuwają się prawie w ogóle do przodu. Każdy odcinek jest idealną kopią poprzedniego, z jeszcze większą ilością absurdalnych sytuacji.

Czekam na nowych bohaterów i nowe wątki. Trzymam kciuki.
2 bobry.