Chyba po raz pierwszy tytuł piosenki tak bardzo nie pasował mi do akcji w serialu ;)
Ale niechaj już tradycja pozostanie. Przy okazji polecam ten utwór.

Kilka słów z prapremiery poniżej.
Szczerze wyznaję, że nie mogę się już doczekać siódmego epizodu, w którym Dębski ma dowiedzieć się, że Agata spodziewa się ich dziecka.
Bo nie ukrywajmy, że na razie akcja stoi w miejscu, a wątki sądowe są niestety przeciętne.

Tym razem byli wspólnicy bronili założyciela i i księgowego oskarżonych o przekręty w Fundacji. W finale wyszło na jaw, że mężczyźni zdefraudowali pieniądze zgodnie i w porozumieniu. Dla wyższych celów.

Bartek przeprosił Anielę kawą i cukierkami Rafaello. Jednak ich wzajemne relacje nie zmieniły się ani o jotę. W premierowym odcinku najbardziej zainteresowało go to, że matka Franka ma nowego absztyfikanta. I pojawiła się zazdrość.
Szczerze mówiąc Justyna od urodzenia dziecka stała się tak antypatyczną bohaterką, że ciężko mi nawet na nią patrzeć, nie mówiąc już o trzymaniu kciuków za jej związek z Bartkiem. Zadufana z sobie, oschła z wiecznie rozkazującym tonem.

Jedynym ciekawym momentem był mocny “twist” w życiu Doroty.

Bardzo podobała mi się postawa Wojtka. Wszyscy narzekają na wszechobecność Tomasza Karolaka, jednak w Prawie Agaty nie miał wiele do zagrania (od podpalenia baru jego wątek w zasadzie nie istniał).
Dorota przyznała się do zdrady. O jednorazowej przygodzie dowiedział się również jej syn Jasiek, którego “hakerskie” zdolności pomogły mamie odzyskać pliki z poczty.
O ile nastolatek nie poradził sobie z informacją, to Wojtek zachował się naprawdę rewelacyjnie. Mimo, że postępek żony bardzo go dotknął, to stać go było na zrozumienie i szczerą rozmowę z synem.
Bo wie, że sam również nie jest bez winy.

Mam nadzieję, że małżeństwo poukłada sobie relacje w najbliższym czasie. I za to trzymam kciuki ;)

Za Wojtka i ostatnią scenę, w której Marek błyskawicznie zareagował na telefon Doroty - 2,5 bobra.
Błagam! Niech już coś się ruszy!