Jak zwykle komedia omyłek okraszona pięknymi ujęciami zdjęć z kuchni. Spokojnie, miło… do czasu! Ostatnie kilka minut odcinka sprawiło, że po raz kolejny “opadły mi ręce”. Przed nami pozostał tylko finałowy epizod drugiej serii, a sprawy po raz kolejny mocno się skomplikowały i na razie nie liczcie na happy end.

Od razu przyznaję się, że nie czytałam szczegółowego streszczenia ostatniego odcinka i wstrzymuję się przed czytaniem Waszych komentarzy na temat zakończenia. Ale oczywiście zdaje sobie sprawę, że para wyjedzie do Rozwalina i czekają ich po raz kolejny kłopoty.

Wracając jednak do odcinka dwunastego.
Małgorzata pomaga Jadowi zdobyć Ankę i liczy na jego wsparcie przy uwodzeniu Jerzego? Ostatnio kiedy ich widzieliśmy zamienili ze sobą dwa zdania. Skąd Jad wie, że jego była partnerka interesuje się kucharzem? Kiedy Małgorzata zdążyła się zorientować, że Robert zakochał się w Ance? Czyżbym coś przegapiła? Całkowicie wyssany z palca wątek, zupełnie niepotrzebny.

Jeśli nastolatka chce opierać swoją antykoncepcję na kalendarzyku małżeńskim to gratuluje odwagi. Szkoda, że jej mama nie zwróciła na to większej uwagi. Ale zrzucam to na karb szoku, który wywołała informacja, że jej córeczka już nie jest dziewicą.
Biedna Gruba, której chłopak odszedł do Ślicznej. Łzy jak grochy i chęć zemsty. Ale jak zwykle w drugim sezonie Zośka stanowi tylko tło dla innych.

Irenka chce przedstawić swojego nowego chłopaka córce. Przy okazji zostaje nakryta przez wnuczkę na namiętnych pocałunkach z Witoldem. “Do domu!” mówione przez nastolatkę do statecznej babuni bardzo dobre.

Wątku Poli w zasadzie nie było. Dobrze, że już poznała Tadeusza, a on jej prawdziwą tożsamość.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje wywiad Jerzego z Jadem: Kto Pana namówił do napisania książki kulinarnej? Wydawnictwo i szybkie pieniądze ;) Ooo czas minął, sklecisz sobie coś z tego elokwentnie… Świetny dialog i niezła gra Borysa Szyca, który obdarzał konkurenta ironicznym uśmieszkiem.

Żabcie w końcu się pogodzą. Urszula Grabowska w epizodycznej roli? Szkoda, że nie zostanie w serialu na dłużej :)

Bardzo podobała mi się również więź jaka narodziła się pomiędzy Panią Kumorek, a młodym aktorem, który wciela się w jej syna Gniewka. Widać, że lubią swoje towarzystwo.

I teraz minusy. Imbir został zakupiony przez byłą żonę Jerzego, rozumiem zaskoczenie załogi, nie rozumiem kompletnie zachowania Anki. Po raz kolejny zamiast zadzwonić, porozmawiać - czyli zachować się jak dorosły człowiek, główna bohaterka za sprawą scenarzystki postanawia uciekać. Wiecie co? To już się robi nudne. Od dwóch sezonów para schodzi się i rozstaje. Moda na sukces w pełnej krasie. Jeszcze można wytłumaczyć Ankę, która nie chciała budować związku z nierozwiedzionym mężczyzną. Ale obecnie sytuacja między nimi jest jasna i klarowna. On stoi przed restauracją z wiechciem kwiecia, ona ucieka i nie daje sobie niczego wytłumaczyć (ile razy to już widzieliśmy w tym sezonie?)

Elka jest podła, jak każda była żona w serialu. Wielka szkoda. Przepis na życie opierał się na całkiem nowym pomyśle, Anka pogodziła się z odejściem Andrzeja, a nawet radzi Beatce. Wprowadzeni przez Panią Pilaszewską bohaterowie udowadniają jednak, że ten serial jest kolejną kopią innych.

Za rozmowę Jerzego z Jadem i kilka zwrotów akcji 2 bobry.