Czy to polskie z Archiwum X? Odpowiedź po premierze jest prosta: - Nie.

Sam pomysł na rozwiązywanie zagadek z przeszłości był znakomity, dlatego czekałam na Komisję morderstw z niecierpliwością.
Po dwudziestu minutach byłam już mocno znudzona, a po odcinku stwierdzam, że to nie będzie mój ulubiony serial w jesiennej ramówce.

Nuda moi kochani.
Nie trzyma w napięciu, nie podnosi adrenaliny, aktorsko przeciętnie.

Sprawa dziecięcych mumii przegadana.
Małaszyński wymieniony w czołówce ledwo mignął. Stryj i Buczkowska to najjaśniejsze punkty, bowiem Pan Pieczyński, na którego najbardziej liczyłam wygląda jakby grał za karę.
Momentami nie rozumiałam co mówi, innym razem był dziwnie pobudzony, aby w najważniejszych scenach odklepywać dialogi bez większego entuzjazmu.

Taki smaczek - Lot z Niemiec był długi? No chyba, że policjanci mieli przesiadkę w Nowym Jorku ;)

Inspektor Alicja zachowała się jak jej koledzy z Ojca Mateusza (a niby taka profesjonalna). Zakuć dziadka w kajdany, a później przepraszać, że jednak pomyłka - mam nadzieję, że ktoś w końcu utrze nosa mundurowym w polskim serialu i po prostu ich pozwie na grube miliony ;)

Retrospekcje słabiutkie. Nagrane w jeden dzień, bez większego pomysłu, ze smutną miną bohaterek, aby widownia zrozumiała, że były nieszczęśliwe.

Ogromnym plusem są zdjęcia - widać, że zainwestowano sporo pieniędzy w jakość ujęć - bo i drony i zachody słońca - ogólnie piękny Wrocław.
Podobała mi się również scenografia - od pajęczyn, po oświetlenie w archiwum z milionami teczek.

Komisja morderstw może się rozkręcić i po raz kolejny trzymam za to kciuki. Premiera mnie nie porwała (delikatnie rzecz ujmując).

2 bobry.