Mam spore zaległości, aczkolwiek w weekend postanowiłam nadrobić “Krew z krwi”.
Nie przepadam za serialami, które mają długą przerwę w emisji i ciężko mi się połapać w intrygach z poprzedniego sezonu (z 2012 roku).
Aczkolwiek Krew z krwi szybko wprowadziła nas w powikłane losy bohaterów.
Carmen wróciła do Polski z Australii, gdzie ukrywała się przed zemstą rodziny.

Nie rozumiem dlaczego kobieta postanowiła osiedlić się tak blisko tych, których chciała pożegnać na zawsze.
Jej starszy syn ma rację - zbuntowana córeczka mogła sobie podciąć żyły w jakimkolwiek miejscu na świecie - nawet w Zakopanem ;)

Nowy sezon rozpoczął się dynamicznie, drugi epizod zdecydowanie jest moim ulubionym. Świetna scena, kiedy Carmen zmieniła zeznania i tym samym uwolniła swojego brata z więzienia. Zrobiła to tylko po to, aby chronić swoją rodzinę. Wie, że jest na liście “do ostrzału”, a nie chce spędzić reszty życia na unikaniu pocisków.

Kingę Preis ciężko mi było poznać w czarnej peruce, aczkolwiek w swojej roli bardzo przekonująca.

Bardzo podoba mi się również Bartłomiej Topa w roli zakochanego, nieświadomego tatuśka i właściciela sklepu (mam dziwne, podskórne wrażenie, że Jan nie jest tym za kogo się podaje).
Egzaltowana Roma Gąsiorowska odrobinę irytująca, ale zdaję sobie sprawę, że ma do zagrania rolę głupiej blondynki, która jest całkowicie zależna od swojego ukochanego mafiozo.

Jak zwykle Agata Kulesza gra rewelacyjnie, ale muszę pochwalić młodszych aktorów. Maciej Musiał, Antoni Królikowski i Natan Czyżewski nie odstają od swoich starszych kolegów.

Na minus zaliczam mroczne kolory odcinków. Nie mam pretensji, że przyciemnione, szare sceny pojawiają się w ciężkich dla bohaterów momentach - więzienie, czy prokuratura. Ale dlaczego podczas spotkania przyjaciółek, sprzedaży ubranek dla dzieci, jedzeniu sernika, czy błahym zamawianiu pizzy z rodziną oświetleniowcy (czy może montaż) fundują nam stany depresyjno-lękowe?
Podejrzewam, że taki był zamysł reżysera. Ja tego do końca nie kupuję.

Aktorsko jest bardzo dobrze, ale nie zakochałam się w premierowych odcinkach jak w “Służbach specjalnych”. Bohaterowie i dialogi nie sprawiają, że po odcinku mogę bić owacje na stojąco ;)

Pan Janusz Chabior zdecydowanie mnie rozpieścił i wysoko podniósł poprzeczkę.
Brakuje mi humoru. I piszę to zupełnie serio.
W pierwszym sezonie tę lukę wypełniały mi m.in. sceny z Szymonem Bobrowskim.

Tak jak pisałam drugi odcinek jak do tej pory najlepszy, aczkolwiek poczekam na czwarty :)
Średnia ocena ode mnie to 3,5 bobra.