TVP 1 po raz kolejny postawiła na turecką produkcję. A ja obiecałam sobie solennie, że nie będę się już wikłać w żadne telenowele.
Miałam spore zaległości w prasowaniu. Jak duże? Otóż wystarczyło na pięć odcinków ;)
Stało się. Znowu mnie wciągnęło…

Historia na pozór jest prosta. Dziewczyna spotyka przystojnego mężczyznę i  zakochują się od pierwszego momentu. On ma żonę z którą nie jest szczęśliwy. Niby chce odejść, niby stawia szczęście na pierwszym miejscu… Ostatecznie po groźbach bogatego teścia kapituluje.
Później jak to w każdej telenoweli wszystko się komplikuje.
Mijają lata. Ta sama dziewczyna wyjeżdża do Turcji i przez przypadek trafia na starszego multimiliardera. Oczywiście on jest teściem największej miłości życia ;)

Po co ja to oglądam? Szczerze mówiąc nie wiem. Mam nadzieję, że “Królowa” znudzi mi się po kilku tygodniach, lub nie będę mieć już nic do prasowania/obierania.
Na razie jestem oczarowana. I piszę to zupełnie serio. Bogactwo, rodzinne konflikty i szykowne kreacje przypominają mi Dynastię.
Być może potrzebowałam takiego “odmóżdżacza”?
Meryem Uzerli jest piękna, aczkolwiek aktorsko przeciętna. Najlepszy z całej bandy jest zdecydowanie Uğur Pola - czyli senior rodu.

Nie polecam, bo zdaję sobie sprawę, że to okrutny “zjadacz czasu”. Aczkolwiek ;) ;)
Królowa jednej nocy jest moją “guilty pleasure”.

Jeśli ktoś ogląda - ręka do góry. I proszę bez większych spoilerów - na razie widziałam tylko kilka odcinków ;)