Dosłownie kilka zdań, a gdy ochłonę to pewnie wypowiem się w komentarzach.

“Kruk” to zdecydowanie najlepszy serial w wiosennej ramówce.
Co do finału mam mieszane uczucia… Bez Spoilerów ;)

Porywaczem okazał się Szymon, a wszystkie części układanki wskoczyły na swoje miejsce.
Było dokładnie tak jak przewidzieliśmy. Pośladki należały do Bosaka, a alibi zostało wcześniej zaplanowane i opłacone.
Logiczne wytłumaczenia, świetny, trzymający w napięciu odcinek, zmiany lokacji, kolejne zgony, wybuchy, postrzały… i czegoś mi brakowało.

Chyba czytając setki komentarzy sama nakręciłam się na inne rozwiązanie. Wiem, że całkowicie niepotrzebnie, aczkolwiek wyczekiwałam nowych postaci, zamaszystych zwrotów akcji (ojciec Rafałka chociażby), czy królika z kapelusza w ostatniej minucie.
Królik był oczywiście, ale w innej formie ;)

Teraz - pisząc te słów kilka - myślę sobie, że to było dobre rozwiązanie. Dopracowane do perfekcji. Prawie jak plan skrzywdzonego mężczyzny.
Czy chciałabym drugiego sezonu? Chyba nie.
To jest historia zamknięta, większość krzywdzicieli nie żyje, sprawiedliwości stało się zadość. Żal mi będzie jedynie, że nie zobaczę już postaci babci (tak na marginesie: Jak myślicie - zdążyła wyjść z domu?)
Obawiam się, że ciągnięcie tematu zakończy się jak w przypadku Belfra.

Nie mam natomiast nic przeciwko temu, aby Jakub Korolczuk popracował nad nową historią.

Serial mnie zachwycił, wciągnął i oczarował.
Aktorsko to była petarda, metamorfozy powalały na łopatki, a cała warstwa wizualna i muzyka… Może rzeczywiście przydałoby się odrobinę popracować nad udźwiękowieniem ;)

Nie ma co się rozpisywać.
Ciekawa jestem Waszych opinii ;)

Ps. Symboliczne odejście Sławka… Świetni młodzi ludzie!