Jeśli czekacie na niedzielę z przyjaciółkami z ławeczki to nie klikajcie dalej.
“Nie rób scen” zakończyło się w prapremierze. Czy serial czeka kasacja? Najprawdopodobniej tak, jednak poczekajmy na decyzje TVN.

Szczerze mówiąc ten rodzaj przerysowanego poczucia humoru trzeba po prostu polubić. Śmieję się sama z siebie za pierwsze recenzje, w których buntowałam się przeciwko życiu kobiety, która dopiero w szpitalu mogła naprawdę odpocząć.

(Połykanie kredy, aby wywołać gorączkę itp. - ależ byłam wstrząśnięta ;)

Dzisiaj, po przygodzie z trzynastoma odcinkami zupełnie inaczej patrzę na produkcję.

To kolorowa jazda bez trzymanki z charakterystycznymi bohaterami.
Moją prywatną ulubienicą była bez wątpienia policjantka Olga, która bez efektów starała się znaleźć miłość życia.

Ilość psycholi, których spotkała na swojej drodze może odrobinę przerażać singielki w podobnej sytuacji ;)
Na plus jej rodzinka z Panią Seniuk na czele. Ubolewam, że ten wątek pojawiał się tak rzadko.

Rewelacyjna Monika Mariotti i jej codzienne dylematy (brawa za sceny na studiach filmowych).
Nie mam również żadnych zastrzeżeń do Joanny Brodzik i Magdaleny Popławskiej. Widać, że ekipa była zgrana i bardzo dobrze bawiła się podczas kręcenia.

Serial był łatwy, lekki i przyjemny.
Dobrze napisane dialogi, ciekawie zagrane postacie, świetne role drugoplanowe.
Nie była to produkcja wybitna, ale z wielką przyjemnością oglądałam kolejne, krótkie odcinki.
Za całość 3,5 bobra.
Nie miałabym nic przeciwko, gdyby “Nie rób scen” stał się serialem codziennym.