Jako, że to recenzja prapremiery - wszystkie bobry poniżej ;)

Stefanek nie jest impotentem! Okazało się, że moje podejrzenia były nietrafne - ale po tylu rozmowach o braku “możliwości” mężczyzny ciężko było mi wymyślić cokolwiek innego.
Okazało się, że to Wandzia ma niesamowite potrzeby, a jej ukochany czasami woli po prostu pooglądać mecz ;)

Cieszę się, że Andrzej zakończył (chociaż niekoniecznie) misję ratowania małżeństwa teścia. W dzisiejszym odcinku spędził miłe chwile z Beatką i jeszcze milsze z Anką, Mańką i Gniewkiem wspominając “dawne” życie.
Widać, że docenia swoją “byłą” rodzinę i sympatyczną atmosferę. I jak najbardziej należy mu się tytuł bohatera za pomoc w pogodzeniu matki z córką.

U Poli nic ciekawego, wraz z Beatą wypatrywała swojego instynktu macierzyńskiego. Na kilka chwil pojawiła się Gruba. Dobrze, że chce coś zrobić ze swoją tuszą, bo z Grubej robi się “Otyła”.

Irenka obawia się, że córka Michała “zagnieździ” się w ich życiu, jakby zapominając, że już dawno w ich życiu zagnieździła się Mańka, Gniewko i Anka, z całym “Przepisem”.
Dobrze chociaż, że przeprosiła narzeczonego za swój wybuch złości. W końcu poznaliśmy Zuzę i już wiemy, że to ona zostanie nową właścicielką kamienicy i co za tym idzie “Przepisu”.

Wielki plus za scenę walki “kuchareczki” z “suką”. Panie zachowywały się jak aktorki z Dynastii :) Policzkowanie, szarpanie za włosy - jestem pod wrażeniem.
Ale wątek Elki sprawia, że mam ochotę przewinąć jej sceny. Po raz kolejny i dokładnie to samo…

Niestety zero humoru.
Przed nami jeszcze tylko kilka epizodów, a dalej nic się nie dzieje.
Nie jestem zadowolona. Ale tydzień temu bardziej się wynudziłam.
2,5 bobra. W tym jeden za walkę kobiet :)