Właśnie zakończyłam oglądać dokument o Michalelu Jacksonie.
Jestem zdruzgotana.
Szanuję dorobek artystyczny, ale wielką fanką “Króla popu” nigdy nie byłam. W zasadzie to nie ma znaczenia.

Seksualne relacje małych chłopców są opowiedziane bardzo szczegółowo. Podobnie jak cały “system” przywiązywania się do rodziny i psychologiczne manipulacje, które sprawiały, że dzieciaki były po prostu zakochane w swoim idolu i przez lata dawały się bezkarnie wykorzystywać.

Jaką trzeba być matką, rodzicem, aby w zamian za podróże i luksus życia w otoczeniu gwiazdy pozwalać dziecku spać w jednym łóżku z dorosłym facetem!

Na pewno pojawią się głosy, że cała spawa jest “ustawiona”, a Robson i Safechuck, którzy przez lata bronili Michaela, chcą po prostu zarobić miliony, nie podejmując konfrontacji z prześladowcą.

Żal mi po ludzku rodziny i mówię tu tylko o dzieciach Jacksona.
Chociaż tak szczerze mówiąc, to bohaterów dokumentu jest mi żal jeszcze bardziej.


Dawno nie było mi tak źle.

Nawet nie wiem, czy Wam polecać ten dokument, czy prosić wrażliwe osoby, aby całkowicie pominęły tytuł.

Nie ma szans, abym w jakikolwiek sposób to oceniła.

fot.The Daily Beast