Nadałam programowi podtytuł: “Emeryci na wakacjach”.
A po drugim odcinku zmieniam zdanie. Werwy, poczucia humoru i chęci do spełniania marzeń można Panom pozazdrościć.
To nie jest Show na miarę “Agenta”, czy “Ameryka Express”. Nikt tutaj się nie ściga i nie rzuca sobie kłód pod nogi. To raczej program podróżniczy, z elementami obyczajowymi.
Właśnie z uwagi na brak kontrowersji oglądalność nie jest wybitna, a media społecznościowe i portale plotkarskie ledwie wspominają o Nowości Polsatu.

Premiera nie powaliła mnie na kolana. Mówiąc szczerze chciałam sobie podarować kolejne odsłony. Grupa starszych mężczyzn wygłupia się w sposób bardzo kontrolowany.
Sam początek i rozmowy telefoniczne… Spuśćmy zasłonę milczenia.

Z racji tego, że zakupiłam pakiet od Iplii włączyłam w chorobie.

“Chłopaki” odwiedzają ciekawe miejsca, trują się rybami, grają w kasynie, zwiedzają i imponują luzem.
Pan Strasburger był ujmujący w uszkach niedźwiadka, a “Możejko” ma plusa za znajomość angielskiego i wokalne umiejętności.
Bywa śmiesznie, bywa żenująco.

Program nie ma aspiracji na Hit jesieni - zerknijcie chociażby na porę emisji.
Ja oglądam dalej.
Lekka przekąska bez zadęcia.
Trzymam kciuki.

PS. Gonciarz wyznał, że jest odpowiedzialny za szukanie lokacji i produkcję w Japonii.
PS2. Nie rezygnujcie po premierze. Chociaż jak zrezygnujecie, to nie musicie sobie w brodę pluć ;)