Nie macie wrażenia, że za castingiem do ról gościnnych w “Lekarzach” stoją fani “Na dobre i na złe”? ;)
Poniżej kilka słów po odcinku.
Spoilery!

Po Cezarym Kosińskim (Mejer w Na dobre i na złe) przyszła pora na serialowe małżeństwo Walickich.
W szpitalu pojawili się znajomi Leona i Elżbiety z Liceum. A w rolach gościnnych - Krzysztof Pieczyński (Bruno Walicki z NDINZ) i jego żona - Ewa Skibińska (Elżbieta Walicka - NDINZ).

Nie zdziwię się, kiedy w Lekarzach zobaczę Małgorzatę Foremniak i Artura Żmijewskiego (Burskich).

Wątek nieuleczalnego raka żołądka ciekawy i wzruszający. Dobrze, że w serialu zdarzają się też przypadki, w których chirurdzy są bezsilni.
Świetny Krzysztof Pieczyński, bardzo prawdziwy w roli umierającego mężczyzny, który nie chce zostawić żony.
Na plus również dialog Stenki i Skibińskiej.

Pojawił się medyczny wątek babci - idiotki (przepraszam ale jedynie takie określenie przychodzi mi do głowy), która nie chciała aby wnuczek ubrudził się krwią i zawiązała na ranie wymyślony przez siebie opatrunek z gumką. Dziwię się, że kobieta przez kilka dni nie zwróciła uwagi, że palec dziecka pod opatrunkiem robi się czarny. Okazało się, że maluch musiał mieć amputowany kciuk.

Leon po raz pierwszy przyznał się przed Elżbietą i córkami do relacji z młodą studentką. Ten wątek zupełnie mi nie przeszkadza. Zastanawiam się jedynie, czy związek z genialnym chirurgiem jest dla Basi czymś poważnym. A może kobieta liczy jedynie na pomoc w karierze? Na razie nie oceniam - Alicja też była kiedyś związana z dużo starszym Krzysztofem, którego kochała - prawda?

Pamiętacie, jak w jednej z poprzednich recenzji dedukowałam: “Apropos Filipa na dzień dzisiejszy obstawiam, że jest wyszkolonym żołnierzem, który wrócił z Afganistanu, lub agentem, który pracował w służbach specjalnych.” Okazuje się, że miałam rację.

Beata postanowiła pomóc chłopakowi odnaleźć tożsamość. Podoba mi się tempo tego wątku. Podobnie jak rozwój uczucia między Elżbietą i Krzysztofem. Na razie są bardzo dobrymi przyjaciółmi ale widać, że ich zażyłość powoli zamienia się w coś więcej (ładna scena pocałunków ;)

Niestety po raz kolejny zawiodłam się na relacji Alicja-Maks.
Keller i Olga zachowują się jak kochające małżeństwo, które z niecierpliwością oczekuje pierwszego potomka. Spotkanie z Alicją - żoną! i ukochaną kobietą rozwaliło mnie na “maksa” ;)
Przecież jeszcze kilka tygodni temu wyznawali sobie uczucia i zapewniali, że poradzą sobie z każdym problemem. Teraz zachowują się jak obcy ludzie.
Nie mówię oczywiście, że powinni wpaść sobie w ramiona. Oczekiwałam jednak jakiejś rozmowy, wzruszeń…

Udana scena rozmowy Leona z Ordą. Chirurg w końcu zdał sobie sprawę, że musi zmienić specjalizację jeśli nadal chce być lekarzem.

I na deser finał na stacji benzynowej. Szczerze przyznaję, że wybuch wywarł na mnie duże wrażenie. Takie sceny rzadko zdarzają się w polskich serialach obyczajowych. Świetne ujęcia (Leon, który wpatruje się w słup ognia), spektakularna akcja. Brawo.
Zdziwiło mnie jedynie, że Maks nie miał odruchu ucieczki, tylko stał i zasłaniał Olgę. Ale wydarzenie trwało kilka sekund i sama nie wiem jak ja zachowałabym się w podobnej sytuacji. Więc uznajcie, że się czepiam ;)

Reasumując odcinek bardzo mi się podobał. W końcu świetne role gościnne! Wybuch też zrobił swoje.
4bobry.

PS. Szczerze i z ręką na sercu na razie nie jestem w stanie przeprosić po ostatnim odcinku i operacji płuc. Nadal czekam na wolny czas u znajomego specjalisty.