Magda M. Ciąg dalszy nastąpił. To nie jest recenzja. Jeszcze nie ;)

Zakupiłam książkę dwa tygodnie temu i już od kilkunastu dni staram się ją przeczytać.
Idealnie nadaje się na plażę, hamak, czy relaks w słoneczku. A jako, że słoneczka tyle co pies napłakał… To mi nijak nie idzie.
Na razie objęła zaszczytne miejsce w WC, aczkolwiek w tym przybytku wygrywają pozycje typu: „Cienie i Blaski”, czy inne „Sukcesy i porażki” 😉
Dlaczego?
Bo to takie infantylne czytadło, gdzie po pierwszych stronach wiem co będzie dalej i co stanie się z bohaterami.

Będzie bez spoilerów.
Dobrnęłam do wiadomej strony i myślałam, że stanie się cud. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Podejrzewam, że czeka mnie około stu stron i dopiero wówczas nastąpi jakaś zmiana w fabule.

Nic więcej nie napiszę, dobrnę do końca.

Ewidentnie jest to kopia „Szalejąc za facetem” z cyklu Bridget Johnes, którą uważam za najsłabszą, ledwo zmordowaną kilka lat temu na wakacjach.

Szkoda mi 40 złotych i braku pogody 😉
Więcej niebawem (albo odrobinę później). Nie będę się zmuszać na siłę.

Ps. Obstawiam ginekologa.

Ps2. Tak jest! Jak etatowa stara Panna 😉 mam dwa nowe koty. Tylko ja bardziej stary Strzelec 😉

3 odpowiedzi do “Magda M. Ciąg dalszy nastąpił. To nie jest recenzja. Jeszcze nie ;)”

  1. W takim razie czekam na większą recenzję. Ja już dawno skończyłem, chociaż czytanie szło mi również bardzo opornie. Największą bolączką tej książki moim zdaniem wcale nie jest to co autor przygotował dla bohaterów (chociaż wydarzenia faktycznie są przewidywalne do bólu). Wszystko co dzieje się w ich życiu może nam się podobać albo nie. Największym problemem jest to jak ona jest napisana. Zanim czytelnik dotrze do dalszych losów Magdy musi przebrnąć przez wynurzenia na tematy polityczne. Magda już w 2005 roku miała przyjaciela geja w związku z tym naprawdę nie muszę co parę stron mieć wyłuszczanego jej światopoglądu, bo serial dobitnie mówił co Miłowicz sądzi na temat ludzi i otaczającego ją świata. Z polityką jest związany jeszcze jeden wątek a właściwie wąteczek pewnych bohaterów. Pojawia się on jednak dopiero pod koniec tego „dzieła” dlatego nie będę spoilerował. Powiem tylko, że wydarzenia, o których mówię są wrzucone w wir wydarzeń zupełnie od tej przysłowiowej „czapy” i zirytowały mnie znacznie bardziej niż słynna 67 strona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *