No i niestety. Czytając streszczenia nie spodziewałam się żadnych spektakularnych zawirowań akcji i rozsądnych decyzji bohaterów… Można powiedzieć, że i tym razem zapowiedzi mnie nie zawiodły. A szkoda.
Michał Żurawski jako przystojny francuski kucharz - świetny pomysł. Ale zdecydowanie nie pasuje jako “były mąż Elki”.

Tradycyjnie bohaterka po krytyce “przełożonego”, który to podsłuchuje dostaje upragniony angaż. Ale to już się czepiam.
Zdecydowanie nie podobało mi się zachowanie Jerzego, który usłyszał, że jego ukochana dostała się na kurs. “Nie pójdziesz i koniec”. Jakoś to nie pasuje do jego bohatera, który stał się ideałem mężczyzny w trzecim sezonie. Zero rozmowy, trzaśnięcie drzwiami i “foch”.
Później, owszem łaskawie zgodził się na podnoszenie kwalifikacji Anki. Ale niesmak pozostał.
I dlaczego nie powiedział, że zna “Francuza”, który był mężem jego byłej żony? (sami widzicie, że z tych relacji robi się wielka, brazylijska telenowela).

Żabcie w tym odcinku mnie po prostu irytowały. Po raz kolejny starcie Andrzejka z ojcem i zazdrosna Beatka.
Nie mam pojęcia w jakim absurdalnym kierunku podążają te postacie. Razem stają się nie do zniesienia.

Elka i Marcel. I jej kolejne intrygi przeniosą się do Kardamonu? Mam nadzieję, że scenarzystka da tej postaci nowe życie i nową miłość.

Pola mignęła, rozmowy z asystentem były zupełnie bez sensu. Beatka planuje podwójny ślub - dorosła kobieta, wykształcona, z naukowymi tytułami, a zachowuje się jak infantylna nastolatka. Ale jak wiemy ze streszczeń podwójny ślub nadal będzie planowany.

Dwie udane sceny: Irena, która słyszy, że Wanda chce przeznaczyć swoje oszczędności na biznes Anki. Mokre oczy, krótki wątek ale bardzo konkretny.
I przyjęcie Anki do ekipy Kardamonu. Nie ma to jak wspólna praca. Kobieta Jerzego okazała się pomocna i bardzo konkretna. I to się ceni.

Ogólnie odcinek bardzo słaby. Za dużo przegadanych scen, nielogiczne zachowania bohaterów (momentami żenujące) i w zasadzie nuda.

2 bobry.