To ostatnia recenzja serialu “Mąż czy nie mąż” - z bardzo błahego powodu - po prostu nie mam o czym pisać ;)

17 minut odcinka to zdecydowanie za mało, aby stworzyć kilka zdań. Tym bardziej, że nie dzieje się nic specjalnego.
Szczerze mówiąc naprawdę chcę pogratulować tym, którzy piszą długie streszczenia kolejnych epizodów.

Serial zamierzam oglądać do momentu pojawienia się tajemniczej kochanki - Romy. Jestem strasznie ciekawa kto wcieli się w kobietę dla której oszalał Michał. Zobaczę również w jakim kierunku rozwinie się akcja.

Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że Marta marzy o wspólnych nocach z byłym partnerem, a córeczka nie może się pogodzić z rozstaniem rodziców i uwielbia filmy z Pattinsonem.

Ja nie mówię, że to jest zły serial. Może gdyby trwał 40 minut mielibyśmy o czym dywagować. W obecnym formacie zupełnie do mnie nie przemawia.
Aktorsko również nie jest źle, jednak nie pochwalę żadnej kreacji - bo nikt specjalnie na to nie zasługuje.

Do czwartego epizodu jest do bólu przeciętnie. Zupełnie nie widzę w “Mąż czy nie mąż” komedii. A tak był reklamowany.
To raczej balladka o smutasach.

2 bobry i do zobaczenia w okolicach finału :)