W pewnym momencie przestałam recenzować ten tytuł, bo zdałam sobie sprawę, że po 25 minutach ciężko mi sklecić kilka zdań.
Tym bardziej, że epizody były różne i zdarzało się, że cały poświęcono np. na planowanie wyjazdu, czy rozmowie o wyciskarce do cytrusów.
Za nami finał (w prapremierze) i informacja, że TVN nie będzie kontynuować serialu.
Czy będę tęsknić?

Odpowiedź na pytanie to: Niespecjalnie.
A propos kasacji, to informacja nie jest jeszcze potwierdzona przez włodarzy stacji. Jednak moja intuicja podpowiada mi, że pierwszy sezon będzie ostatnim (m.in. wyniki oglądalności).
Żałuję jedynie tego, że dla wiernych fanów w granicy 1 miliona nie powstał ostatni odcinek, w którym otrzymalibyśmy zakończenie wszelkich wątków.

Szczerze przyznaję, że żadnego z bohaterów nie polubiłam na tyle, aby za nim tęsknić.
Uważam jednak, że aktorsko było całkiem nieźle i naprawdę nie mam prawa się do nikogo przyczepić. Na plus zaliczam również postacie, które pojawiły się gościnnie.

Gdybym miała określić serial “Mąż czy nie mąż” jednym słowem byłoby to “sympatyczny”.
Ot serialik, który nie wniósł do mojego życia niczego nowego, ale nie zanudzał i nie sprawiał, że miałam ochotę wyrzucić telewizor/komputer przez okno.
Był też jak atrament sympatyczny. Jego zniknięcie nie wywoła u mnie żadnych emocji. Po pewnym czasie zapomnę, że taki tytuł pojawił się w telewizji…

Ciężko mi przyznać ocenę za całość. Ale więcej niż 1,5 bobra nie dam.