I stało się. Anka w końcu dowiedziała się o zdradzie Pawła.
Niefortunnie z ust jego byłej kochanki Kamili, która wygadała się widząc dziewczynę na spotkaniu z innym facetem.
Anka podjęła błyskawiczną decyzję - oczywiście jak to bywa w polskim serialu bez konieczności konfrontacji zdobytych wiadomości z ukochanym (bo zawsze wierzy się w 100% byłej kochance) - i wróciła do Białej.
A co zrobił Paweł, kiedy wszedł do mieszkania i zobaczył napis “TO JUŻ KONIEC”? Oczywiście poszedł potańczyć ze swoją asystentką…

To takie normalne zachowanie dla zakochanego faceta, którego dziewczyna właśnie ogłosiła koniec związku ;)
Zamiast wydzwaniać, próbować porozmawiać lub jechać do Białej on idzie na kurs tańca… Ręce mi opadły.
Ostatnia scena zupełnie nie pasowała i mam wrażenie, że pląsy panny Halejcio miały trafić do zupełnie innego odcinka - chociażby poprzedniego, w którym Paweł wrócił zazdrosny do Warszawy (podglądanie Anki przez okno).

I mimo, że podobał mi się wątek Darka, który rozmawiał z Kazimierzem o wychowywaniu córki (przy pomocy owocowych destylatów), mimo ekscytacji Burmistrza, który dowiedział się, że niebawem Biała zostanie miastem partnerskim Bolonii - odcinek zaliczam do słabych.

Wiedziałam, że prędzej czy później prawda o zdradzie wyjdzie na jaw i Anka zareaguje dokładnie tak jak widzieliśmy.
Ale powiedzcie mi - po co to komu? Czy chociaż w jednym serialu główna para bohaterów nie będzie musiała zmagać się z takimi, typowymi dla telenowel wątkami…

2 bobry.
I liczę na cud.