Wiecie, że nie czytałam książek Pani Kalicińskiej, więc nie mogę odwoływać się do tego co było napisane, a co nie jest zapisane na taśmie filmowej. Ale i tak uważam, że druga seria Domu nad rozlewiskiem jest konkretnie sknocona i opiera się nie na tych wątkach co powinna.

No wreszcie jakiś przełom w relacjach Małgosia - Janusz. Wreszcie! wyszło na jaw picie, zdrada i wszystkie brudne sprawki ukochanego. I bardzo dobrze! Obawiam się jednak, że w kolejnych odcinkach główna bohaterka będzie wyć i szarpać się ze swoimi odczuciami i tak aż do finału…

Tygrys już był i to w Magdzie M.!
Na rocznicę poznania Janusz niszczy rabatkę i warczy. A przy pożegnaniu przy samochodzie Małgosia jeszcze dodaje - wracaj do mnie szybko “tygrysie”… skąd my to znamy? I to w wykonaniu Pana Kasprzykowskiego…

Paula i jej związek ze Sławkiem ujmujący. Tylko znowu muszę się przyczepić do pewnej nielogiczności. Sławek płynie łódką, a Paula biegnie, żeby sobie zapalić papierosa. Jakim cudem przy kilkumetrowej rzece ona go nie dostrzega, nie słyszy uderzeń wioseł o wodę?
Dobrze, że mu w końcu wyjawiła swoją tajemnicę.

Najsłabszy i w ogóle nie do przyjęcia przez postronnego widza jest wątek Piernackiego i pani aktorki. Wiersz, recytacja, rozmowy świetnie, ale po co pokazują nam występ z lasu? Za długo, niepoważnie i  niepotrzebnie.
Wiemy, że coś się między nimi dzieje, widzimy to - niepotrzebna strata kilku a nawet kilkunastu minut na te pogonie po polanie.

Wrona jest bardzo dobra. Kaśka rzeczywiście się zmieniła i szkoda, bo nie jest już tą samą Kaśką. Dobry wątek z rzeźbiarzem i jego cennikiem.

I czy prawie każdy musi prowadzić swój wóz pod wpływem alkoholu? I nie mówię tu tylko o Mirce, która siorba z piersiówki w każdym możliwym momencie. Piernacki też prowadzi powóz po kilku lampkach wina…

Na koniec chcę tylko dodać, że produkt placement z udziałem kremu Perfekta zaczyna mnie irytować potwornie. Dlaczego scenarzyści nie mogą tego wpleść jak w przypadku samochodu? Wiadomo, że Małgosia porusza się określoną marką ale nie jest to tak mocno podkreślane na każdym kroku. Myślałam, że olej Kujawski to przegięcie… ale z kremem jest zdecydowanie gorzej. Elwira daje klientce kosmetyk w dużej torbie opatrzonej logo, przy okazji informuje ją, że ten krem jest dla niej idealny - klientka wyciąga mazidło oczywiście przodem do widza, żebyśmy zobaczyli po raz kolejny logo i nazwę.

Krem zajmuje moje nr 1 wśród najgorzej przedstawianych product placement. Po odcinku szóstym przebił nawet delicje w M jak miłość i faworyta - czyli Blue Connect w Tancerzach.

Dwa bobry za dwa przełomy w życiu bohaterów - jeden za Gosię i jej problemy z Januszem (bo obawiam się, że ten wątek w szóstym odcinku miał najlepsze momenty + niezła Mirka), a drugi za Paulę i Sławka.
Trzeci za muzykę. Nie doceniłam jeszcze doboru utworów do poszczególnych scen - inaczej brzmi nad rozlewiskiem inaczej na plebani, a jeszcze inaczej w salonie Elwiry).

Ale ogólnie serial niebezpiecznie zbliża się do złego poziomu.

(fot. Tomasz Piwowarski/TVP) tvp.pl