Właściwie ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Bo właściwie poza pięknymi krajobrazami niczego nie dał widzom. Każda z bohaterek chodzi z nosem na kwintę i zadręcza się naprawdę przerysowanymi problemami.
A w roli głównej olej Kujawski.
Marysia - jej rozmowa o kabanosach przypomniała mi najlepsze fragmenty Kasi i Tomka i kłótnie o nic, a jej decyzja w sprawie chałtury jest zupełnie nielogiczna.

Rozumiem, że artysta - muzyk może wahać się czy grać w centrum handlowym lub na weselu ale młoda dziewczyna, która dopiero próbuje sił w tej branży nie powinna kręcić nosem. Właściwie to pomyślałam, że jest rozpieszczoną córeczką bogatych rodziców. Nie będzie pieniędzy na koncie, to mama i tatuś pomogą…
Pamiętacie Kaję, która zaczynała w chórkach, przypomnijcie sobie biografię największych artystów, którzy musieli zarabiać i żaden się tego nie wstydzi.

Małgosia - z nosem na kwintę bo znalazła butelkę koniaku. Zamiast wykonać telefon do ukochanego, spotyka się z mamą i przy rosole płacze jak mała dziewczynka.
Przecież całowała się z Januszem - nie wyczuła od niego mocnego przecież zapachu alkoholu?

Basia - z nosem na kwintę, bo jej ukochany przybija poroże. Ciekawe co powiedziałaby, gdyby widziała jak Tomasz sprintem goni po lesie.

Jedynym miłym akcentem była rozmowa Tomasza z Wrońskim. I jego gest.

Ale o czym był ten odcinek? Co wniósł do akcji? Nie mam pojęcia…

fot.tvp