Miłość nad rozlewiskiem – po odcinku 13

Finały sezonów mają to do siebie, że zamykają główne wątki lub podrzucają bohatera, temat, wydarzenie, które sprawi, że cierpnie skóra, a my już nie możemy się doczekać kolejnej serii. I nie mówię tutaj tylko o serialach amerykańskich, bo i w Polsce Usta usta, Szpilki na Giewoncie i Hotel 52 wykonały idealne manewry.
Niestety Miłość nad rozlewiskiem zawiodła w tym sensie na całej linii.

O tym, że nad rozlewiskiem odbędą się dwa śluby wiedzieliśmy od dawna. A jeśli ktoś przeoczył informacje w prasie lub Internecie, to pierwsze minuty ostatniego odcinka przygotowały nas do tego wydarzenia.

Kuba marzył o tym, żeby na swojej uroczystości wystąpić „na granatowo”. Niestety wystąpił na szaro. Nie wiem zatem po co kilkakrotnie powtarzał, że będzie cały w granacie.

Ksiądz i organista. Wątek ze ściągnięciem Macieja i nawróceniem się Pani Róży był jednym z najciekawszych. Chór zaśpiewał pod oknem, wzruszony mężczyzna zgodził się na powrót. Nieco podejrzana wydała mi się jednak rozmowa księdza z organistą na weselu: „Mogłeś zadzwonić, ty też mogłeś zadzwonić”, „Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś”. Miałam wrażenie, że to rozmowa kochanków, a nie znajomych 😉 Nie mam pojęcia dlaczego scenarzyści napisali taki dialog, włączając w to wyrzuty obu mężczyzn.

Jedynym wątkiem, który miał happy-end był Piernacki i Ewa, która przyjechała nad Rozlewisko w finałowej scenie. Niestety poszukiwania i wizyta w teatrze trwały dłużej niż wszystkie inne rozmowy zakochanych. Niepotrzebne rozciąganie, pracownik teatru recytował, a wątek z odnalezieniem ukochanej trwał kilka sekund.

Już wiemy dlaczego tak bardzo Kuba nas drażni. Opowieść jego mamy o niebywałych atutach synka i jego wszechstronności skrzywiła nie tylko Małgosię. Widać kto miał największy wpływ na wychowanie egoisty. Nadal nie przepadam za tą postacią. Niedojrzały, roztrzepany, bez planów na przyszłość. Może inaczej z kilkoma tysiącami planów na sekundę, bez przemyślenia, bez ogólnej koncepcji. Duży dzieciak. Po co Marysia zgodziła się tak szybko za niego wyjść – nie mam pojęcia.

Paula doświadczyła najmniej romantycznych oświadczyn w historii serialu: „no co wyjdziesz za mnie czy nie?” od Sławka. Ale za tą parę bardziej trzymam kciuki niż za Marysię z Kubą.
Orest cierpiał. Momentami widz myślał, że chce się powiesić w dniu wesela ukochanej.

Najmniej do zagrania miał Janusz. Wrócił do miasta jednak na pytania Małgosi, która wybiegła do niego w wałkach powiedział tylko, że nic ciekawego u niego nie słychać. Na weselu stał na pomoście. Nie rozumiem dlaczego w finałowym odcinku nie pokazano widzom planów, jakichkolwiek znaków, które mogły świadczyć czy para ma jeszcze szansę.

Małgosia głaskała swojego byłego męża po twarzy w ostatnich scenach, a ze swoją miłością nie zamieniła ani słowa.

Kompletnie nie rozumiem dlaczego zostawiono widzów z tak rozbabranym wątkiem. Czy przytulenie z Kondratem świadczyło o tym, że para cieszy się, że wesele się udało i ich córka jest szczęśliwa, czy oni mają się ku sobie?

Chyba najsłabiej zakończone wątki miłosne, którymi żyliśmy przecież przez kilka miesięcy.

Ada po raz kolejny pokazana jako zołza. Tym razem przesadziła. Gdyby Gosia i Marysia zupełnie jej nie akceptowały zrozumiałabym, że kobieta nie chce psuć uroczystości weselnej. Ale przecież ten wątek pokazywał nam coś innego. Marysia zapraszała ją na koncerty, przygotowywała kolacje, a była żona zapraszała w odwiedziny. Dlaczego w tak ważnym dniu Ada postanowiła w połowie drogi, że jednak nie ma zamiaru jechać na ślub córki swojego ukochanego? Która nota bene ją przecież lubi! Nie rozumiem.

„Nie rozumiem” pojawiło się w moich ustach kilka razy podczas oglądania finałowego odcinka. Mało rozmów, niektóre kompletnie „od czapy”. Dlaczego Małgosia w ogóle wybiegła do Janusza jak go zobaczyła w witrynie salonu Elwiry? Ostatnio nie chciała z nim rozmawiać, wyrzuciła go z domu i starała się zapomnieć. Nagle widzi go na ulicy i pędzi na rozmowę. Zero logiki.

Duży plus pomyślałam, kiedy usłyszałam, że Marysia śpiewa w końcu inną piosenkę niż „Cicho sza”. Jednak zęby bolały kiedy widzieliśmy, że nie mieści się w czasie, playback się spóźnia lub ją wyprzedza.

Jedyną postacią, która mi się podobała to Róża, która chciała ze wszystkimi wypić bruderszaft.

Nie wiem czy mogę ale wyrażę się, że finał Miłości na rozlewiskiem został przykładowo „skopany”. Nie tęsknię do żadnego wątku i mam w nosie, czy Małgosia i Janusz będą razem czy nie. Cały odcinek trwały rozmowy o welonie lub kapeluszu, a jednak woalce, a zupełny brak rozmów o przyszłości np. Rysia.  Należy się jeden bóbr.

Bardzo mi przykro. Nawet postacie drugoplanowe, które lubię jak Wrona, Elwira, Kaśka czy Sławek nie miały okazji się wykazać.
Najsłabszy finał tej jesieni. Jak dotychczas. Czekam jeszcze na Tancerzy 😉

Czekam też na komentarz m.in.betyli, którzy czytali powieść Pani Kalicińskiej.

fot.AKPA

6 odpowiedzi do “Miłość nad rozlewiskiem – po odcinku 13”

  1. czekałam na tego newsa 🙂
    wypowiem się chętnie choć oryginalna nie będę, jak zwykle mam podobne odczucia jak nasz kochany admin.

    Nie mogę zrozumieć dlaczego urwali wątek Gośki ,przecież to ona jest główną bohaterka tego serialu.. wszystkie inne wątki, lepiej lub gorzej zakończyli a tutaj.. same nie wiadome.. też się zastanawiałam co oznaczała ta ostania scena Z Konradem .. chyba za specjalnie to otwarte zaskoczenie jako zapowiedź kolejnej serii?

    przypomnę zakończenie książki, Janusz dużo gorzej zranił Goskę, będąc z nią wszedł w długotrwały związek z inną i przyznał ze nie jest w stanie wybrać między jedna a druga, gdy tamta go zostawiła chciał wrócić do Goski, i ta w końcu mu wybaczyła, ale był długotrwały proces. Nie powiem żeby to było świetne zakończenie bo ten Janusz to.. ale przynajmniej jakoś to się rozwiązało..

    a z innych przemyśleń to tak 🙂 :
    od daawna wiedziałam, że Marysia wyjdzie za Kubę, bo gdyby dopiero podczas oglądania tego odcinka to wyszło to chyba bym nie uwierzyła, że to się naprawdę dzieje.. ten Kuba działa mi na nerwy chyba najbardziej z nich wszystkich, nawet na własnym weselu zachowywał się jak..

    a jego rodzice? typowo przerysowane postacie.. szczególnie matka, moim zdaniem takie coś pasuje do serialów komediowych, a nie do serialu który niby odzwierciedla życie..

    no i jakim cudem Marysia poznaje swoich teściów tydzień przed ślubem? przecież znają się z Kubą tyle czasu, Kuba z nią mieszka itd a tutaj na „zmówinach” Marysia dopiero przedstawia się swoim teściom..

    a planowanie ślubu kościelnego na tydzień przed uroczystością? oczywiście nie musieli uczestniczyć w żadnych kursach przedmałżeńskich, zapowiedzi też nie były konieczne.. pogodę oczywiście mieli piękną, bo wesele na świeżym powietrzu..
    a i suknia ślubna Marysi.. momentami miałam wrażenie że bieliznę przykrywa jej tylko przezroczysta koronka, szczeg. przy ujęciach od tyłu.. suknia w sam raz na ceremonię kościelną…

    ale ten ksiądz nie miał nic przeciwko, może dlatego ze był zajęty swoimi problemami, cały odcinek był przygnębiony i bardzo tęsknił za organistą.. i ta ich rozmowa na końcu, co najmniej dwuznaczna.. dziwne to było.

    a Piernacki? najpierw przygnębiony, potem 2 odcinki jechał do Ewy, w między czasie ta długa niepotrzebna scena w teatrze, a potem ona otwiera mu drzwi i koniec.. Piernacki wraca na wesele i jest już szczęśliwy, mimo że jak wynikało z rozmowy z Tomaszem ze związku z aktorką nic nie wyszło.
    Dopiero później jednak zjawiła się Ewa.

    a zauważyłyście jakąś zmianę we fryzurze Małgosi lub Basi? miały te wałki itd a potem wyglądały jak codzien, Pauli nie wiem po co fryzjerka bo jak zwykle całe włosy ukryła pod chustą.. podobała mi się za to Ania Wrona, z tej fryzurze i delikatnym makijażu wyglądała najlepiej z nich wszystkich, i sympatyczny był ten taniec jej i męża.

    sorry ze tak sie rozpisałam… ale to juz pewnie ostatni raz na temat tego serialu.

  2. szkoda, że się już ostatni raz rozpisałaś 😉 Bardzo lubię twoje opinie, które uzupełniają moj wywód z bobrem. Np zapomniałam wspomnieć o wizycie rodziców. Młodzi pokazywani są jak znudzeni emeryci, czyli całymi dniami leżą w łóżku, a nie mają czasu odwiedzić rodziców chłopaka?
    Miałam zapytać Was jeszcze na ile bobrów oceniacie cały sezon „Miłości nad rozlewiskiem”?
    Dziękuje za wszystkie komentarze.

  3. 🙂 dzięki
    a ja miałam jeszcze dodać np. o relacji Paula Rysio, a właściwie o braku relacji ,skoro ona zostanie jego mamą to mogli chociaż jedna rozmowę miedzy nimi pokazać.. a tutaj tak wszystko nagle.. pogodzili się, wylądowali w łóżko, a za tydzień już ślub (i te „romantyczne” oświadczyny)…

    tego mi zabrakło, oprócz oczywiście rozwiązania wątku Goski-Janusz, a może Gośki-Konrad.. i np. czy ostatnia scena z Adą to było ich rozstanie? czy tylko kolejna zagrywka Ady, którą Konrad jakoś przełknie, zresztą nie za bardzo zmartwiło go zachowanie Ady.. a w poprzednim odcinku ta potańcówka z Gośka.. może i coś było na rzeczy.. ale tego się już nie dowiemy…

    za to zmuszeni byliśmy oglądać Piernackiego w teatrze itd.. te sceny były długie i niczego nie wnosiły do głównych wątków.. żeby chociaż wyjaśniły nieco dziwne zachowanie aktorki.. a to były takie zapychacze…

  4. Całą serię drugą oceniam na 2. Szczerze pierwszy sezon był dużo lepszy ale już wątki z Kaśką, która jednak nie zginęła i wielkimi dłużyznami co odcinek, przyprawionymi wielką ilością produkt placement to jakiś koszmar a nie serial. Już nie mówię, że z książką ma to niewiele wspólnego, bo widzę, że macie specjalistkę betyli 🙂
    Ogólnie bardzo słabo. Jedynym plusem było kilka wątków pobocznych i krajobraz.

  5. Pudelek podaje, że będzie kolejna seria Domu nad rozlewiskiem, a nawet od razu dwie.. ciekawe ile w tym prawdy.

  6. Strasznie fajnie, że ktoś zastanawia się nad tym serialem… ciekawa wymiana zdań… trochę zbyt obszernie, ale powiem, że chciałbym kontynuacji losów tych bohaterów – z miałkiej książeczki Kalicińskiej wyszedł ciekawy serial rodzinno-obyczajowy z tzw. „atmosferką”. Bohaterowie wciągają bardziej, niż sama akcja – wszyscy są warci uwagi.
    Jeżeli chodzi o finał, to rzeczywiście wątek „zejścia” się Małgosi i Konrada wygląda dziwnie – według mnie to dobry początek nowej serii… niby wszystko wyjaśniono ale jest jeszcze wiele do opowiedzenia, przede wszystkim ta seria miała być o miłości – i była! To jest sukces. Ale jest wiele innych wątków i aspektów wartych przedstawienia. Gdzieś zagubił się ważny wątek Mazur jako odskoczni od wielkiego miasta oraz wątek domu jako miejsca dla wybranych – nie dla wszystkich jak pensjonat czy dworzec. Ten pensjonat powstał za szybko -rach ciach… i zastaliśmy bohaterkę w nudnie opowiedzianej codzienności wakacyjnej… a przecież wakacje są cool!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *