„Mimo wszystko” – po odcinku 5×11

Po prapremierze widzieliśmy zwiastun dwunastego epizodu, w którym sprawy z Hubertem jeszcze bardziej się gmatwają.
A co z Markiem i Agatą? Czy w finale dojdzie do pojednania? Znając życie, a przede wszystkim scenarzystów „Prawa Agaty” – może być różnie.
Nie wybiegając w przyszłość kilka słów po odcinku 5×11 poniżej.

I szczerze mówiąc (nadużywam tego zwrotu i zdaje sobie z tego sprawę 😉 epizod nie należy do moich ulubionych.

Sprawa obrony dobrotliwego mecenasa-społecznika, który w finale okazał się oszustem i pijakiem (pod wpływem alkoholu spowodował wypadek) przeciętna. Na uwagę zasługuje jedynie duet Marek-Agata, którzy stanęli na sali sądowej po przeciwnych stronach. Dębski zachował się z klasą i nie zdyskwalifikował ukochanej zebranymi dowodami – chociaż było widać jak toczy walkę ze swoim sumieniem.

Od początku miałam wrażenie, że adwokat „ma coś za uszami” i prędzej czy później Agata będzie musiała zmierzyć się z jego tajemnicą.

Ubolewam, że nie było drugiej sprawy sądowej – Dorota zajęła się prywatą, a Bartek zniknął zupełnie.

Dorota… Widzowie widzieli jedynie jej namiętny pocałunek z Tulińskim, jednak znaleziona pod sofą różowa koszula powinna rozwiać złudzenia – zamężna prawniczka zaszalała.
Gawron była ostatnią osobą po której spodziewałabym się zdrady, tym bardziej, iż wydawało mi się, że kilka miłych słów, spotkań, kawa i obiad to za mało aby wskoczyła do łóżka z żonatym bawidamkiem.
Romans wymyślony na szybko i wciśnięty na siłę do scenariusza.

Na plus zaproszenie na kolację Agaty i Marka – Ty i Ty do mnie! Krótko i na temat. Żaden ze współpracowników nie odważył się zaprotestować. Niestety podczas spotkania nie padły żadne wyjaśnienia i skończyło się szybciej niż dostarczenie jedzenia od chińczyka. Żałuję bo naprawdę liczyłam na szczerą rozmowę.„Byliśmy świetnym zespołem” na koniec – smutne czy cyniczne?

ProSpectrum w zasadzie mnie nie interesuje. Czekam na zakończenie sprawy podpalenia. Mam wrażenie, że Hubert upozorował porwanie – ale jego wątek również mało mnie obchodzi i trzymam kciuki aby na dobre odszedł z życia Agaty.

Tak jak pisałam wcześniej odcinek mnie zawiódł.
2 bobry.

2 odpowiedzi do “„Mimo wszystko” – po odcinku 5×11”

  1. Mi też zabrakło szczerej rozmowy Doroty, Agaty i Marka. Dorota próbowała, ale niestety Marek i Agata nie umieją szzcerze rozmawiać. Szkoda, że nie było finału całej tej sprawy adwokata bez praww do wykonywania zawodu.

  2. Odcinek może nie był tak porywający, jak pozostałe w tym sezonie, ale moim zdaniem, również istotny. Przede wszystkim, z jednej strony pokazano nam, że Marek dojrzał i nie jest już tym samym „bufonem”, co kiedyś. Chociaż najpierw u Doroty docina Agacie, wyżywając się na niej za tę obojętność, którą go obdarza. Przecież odkąd odszedł z kancelarii, nie zająknęła się ani słowem na temat jego powrotu czy chociaż wykazania chęci wyjaśnienia sobie pewnych kwestii. A przecież wystarczyłoby jedno jej słowo, kiedy Marek się pakował i zostałby. Mam wrażenie, że wolałby, gdyby Agata się na niego wydarła, jak za starych dobrych czasów, wtedy przynajmniej nie czułby wyrzutów sumienia tak jej dogryzając. Ale miałam też wrażenie, że w momencie, kiedy spojrzał jej w oczy po swoich słowach o Hubercie, sam zorientował się, że zabrnął za daleko. Chcąc poniekąd to naprawić i pokazać Agacie, że się o nią troszczy, nie kasuje jej w sądzie, tylko decyduje się na rozmowę z nią, dając jej pole do manewru. Ja tu widzę dwójkę zagubionych ludzi, którzy nie chcą się przyznać przed sobą do tego, jak im na sobie zależy. Liczę na to, że Agata dojrzeje do rozmowy z Markiem. Teraz to ona musi zrobić jakiś ruch w jego kierunku i mam nadzieję, że on jej tego, póki co, nie ułatwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *