Od razu odniosę się do pytania zawartego w tytule: Tak. Jak najbardziej warto.
Serial nie porwał mnie tak, jak Stranger Things i nie zarwałam nocek. Ale nadgoniłam w trzy dni i również uczciwie polecam.

Pilot jest ospały, więc nie zniechęcajcie się po pierwszych minutach. Akcja szybko nadgoni, a galeria osobowości i świetnych występów drugoplanowych zrekompensuje Wam pierwsze minuty.

Historia zaczyna się w  latach 70-tych w USA. Młody, policyjny negocjator i psychoanalityk, wraz ze starszym kolegą postanawiają skupić się na badaniach seryjnych morderców.
FBI nie jest zachwycone ich nowym pomysłem, jednak ostatecznie szef udziela łaskawej zgody.
I zaczyna się karuzela osobowości.

O ile niektóre wątki mogą być odrobinę przegadane, czy nie do końca dopracowane, to już wywiady z psychopatami są genialne.
Nie będę Wam opisywać żadnych przypadków, ale jestem ciekawa, czy również poddacie się urokowi Edmunda Kempera, z którym można i zjeść pizzę i pożartować… A słuchając jego opowieści chyba jedynie zwymiotować.
Albo wejść w głowę człowieka, który udaje niewinnego, poświęcić odrobinę czasu na analizę jego sytuacji, dzieciństwa, seksualności iii… Bach!

Klimat jest niesamowity. Kadry, oświetlenie, muzyka zasługują na duże wyróżnienie.
Momentami sterylne, wyprasowane scenki, a za chwil kilka brud i obrzydliwość…

Nie będę opisywać o przemianie głównych bohaterów - każdy, kto zechce zerknąć sam sobie wyrobi opinię.
Za rok kontynuacja. I już wiem, że Minduhnter trafi na moją listę “do oglądnięcia”.

Ujmuję odrobinę za sprawę wewnętrzną, wątki prywatne, które albo się nie rozwinęły w ogóle, albo potraktowano je po łebkach.
Okrutnie jestem ciekawa nowej odsłony.

3,99 bobra.