Misja Afganistan – po podwójnej premierze

Bo Canal + zamiast pilota zaserwował nam od razu dwa odcinki.
To już ostatnia nowość serialowa w jesiennej ramówce, dlatego w najbliższych dniach nadejdzie czas na podsumowania i moje tradycyjne „Top’y”.

Ale wróćmy do Misji Afganistan. Ta recenzja będzie z perspektywy „baby”, bo naprawdę nie znam się na produkcjach „wojennych” i do tej pory nie widziałam np. serialu „Kompania Braci”.

Po pierwsze uderzył mnie rozmach, z jakim zrealizowano tę produkcję. Widać, że Canal + wyłożył mnóstwo pieniędzy na „Misję Afganistan” i nie skąpił na szczegółach – to warto docenić.

Po drugie – dobór aktorów. Powiem Wam, większość obsady rewelacyjna. Cały czas trzymałam kciuki za Piotra Roguckiego – i  dał radę. Rzadko kiedy w polskim serialu można spotkać u bohatera tak „szalone oczy”. W drugim odcinku „Malboro” przeszedł samego siebie.
Nadal ubolewam, że ten aktor postawił na karierę muzyczną. Ale przynajmniej teraz się na niego napatrzę 😉

Eryk Lubos. Wow! Ciekawa osobowość. Polski żołnierz, bardzo wierzący ale czyta Koran. Inteligentna bestia. Kilka scen, z jego udziałem było naprawdę rewelacyjnych.

Tomasz Schuchardt – Żądło. Mniej znane nazwisko ale rola bardzo wiarygodna. Szczególnie w scenach z Małaszyńskim.

A propos Małaszyńskiego. Jest przyzwoicie. Świetnie wygląda w mundurze, a  jego bohater imponuje sprawnością i inteligencją. Natomiast Ilona Ostrowska już na zawsze zostanie kochaną przez miliony Lucy z Ranczo. Ta postać mnie zupełnie nie przekonuje. I wkurza mnie, że już w drugim odcinku scenarzyści postanowili napisać jej dwóch adoratorów, nota bene rywali, którzy się nie znoszą.

Na plus wulgaryzmy. Nareszcie! Nadal ubolewam, że Pan Linda nie może sobie swobodnie rzucić „mięsem” w Paradoksie. Dobrze, że w „Misji…” żołnierze w końcu (bo już dawno nie było polskiego serialu z dużą ilością „łaciny kuchennej”) mogą sobie swobodnie poprzeklinać. No, naprawdę, gdyby któryś z bohaterów mówił „Jaki jestem ‚zezłoszczony, rozgoryczony’ zamiast po prostu „wk… ny” byłoby słabo 😉
Tak trzeba. Taka jest konwencja, to męski, dorosły świat i akurat w tym przypadku wszystkie brzydkie słowa bez irytującego „pikania” pasują idealnie.

Za dużo znanych nazwisk, w rolach postaci drugoplanowych. Człek siedzi i rzuca: To ta Julia z Julii?, to Lena z Na dobre i na złe?, tam był Ciachorowski? itp.

Moment pożegnania na lotnisku we Wrocławiu trochę mdły i ckliwy. Wiadomo dzieci żegnają ojców ale dodatkowo pojawiają się osoby z nowymi wątkami: a to dziewczę w ciąży, a to telefon od siostry z informacją, że ojciec ma raka i umiera.

Ogólnie nie jest źle. Ale od tak zachwalanej produkcji każdy wymaga więcej. To dopiero dwa odcinki, oczywiście oceniam serial bardzo dobrze ale widzę sporo wątków, które mnie drażnią.
Z przyjemnością zobaczę kolejny odcinek. Tym razem bez większego poświęcenia i wysiłku, bo „Misję Afganistan” ogląda się ekspresowo i człowiek naprawdę się nie nudzi.

Przepraszam, że to napiszę – ale co poza pieniędzmi pcha polskiego żołnierza do misji w Afganistanie? Bo tego jako zwykła „baba” nie jestem w stanie ogarnąć… Dla kogo tak w zasadzie Polacy narażają swoje życie? Oczywiście wiem, że dla USA. Ale moje pytanie jest inne: „Po co?”.

Co do borów. Cały czas się zastanawiam… Raz na plus, innym razem na minus – pójdę skonsultować się z męską częścią załogi…
Po konsultacji:
Męska część – 4,5
Ja daję 3,5 bobra.

4 odpowiedzi do “Misja Afganistan – po podwójnej premierze”

  1. Na razie nie ma oficjalnej daty premiery w polskiej TV, a z informacji, które znalazłam wynika, że serial będzie emitowany w wiosennej ramówce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *