Wydawało mi się, że serial oklapnie, gagi zbladną, a akcja będzie się rozciągać bezlitośnie, bo przecież wszystkich bohaterów już znamy. Znamy również ich zwariowaną przeszłość. Co nowego mogą wymyślić scenarzyści? Wychodzi na to, że oni dopiero się rozkręcają!
Początek drugiej serii jest genialny i sprawia, że śmiejemy się prawie przez cały czas.

Przede wszystkim wątek Glorii, której mały synek ma pierwszą dziewczynę (tym razem również niepełnoletnią). Typowa kolumbijska mama jest bardzo zazdrosna o przyszłą synową. Ale Gloria uważa, że jej ten problem nie dotyczy. Kiedy jednak przyjaciółka Manniego zaczyna się szarogęsić kobieta zaczyna być zazdrosna. I to jeszcze jak? “Pozwijcie mnie” - krzyczy!
Zdecydowanie najciekawsze są “kanapowe” wypowiedzi Glorii.

Mitchell i Cameron - czekamy na pocałunek, na razie zdecydowanie więcej czułości i więcej śmiechu. Małżonkowie budują razem domek dla Lily (a właściwie zamek dla księżniczki). I przy okazji wychodzi na jaw, że Mitchell + narzędzia stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców domu. Narzędzie do wbijania gwoździ było dobrze schowane przez jego partnera: “Popatrz znalazłem je w szafie owinięte kocem!”
Do pracy przyłącza się Jay, który również pamięta jak jego syn potrafi budować. Mężczyźni przy okazji podważają męskość Mitchella, który wychodzi na fajtłapę.

Najśmieszniejszy wątek stanowi Phil, Clair i stary samochód, którego muszą się pozbyć.  Na szczególną uwagę zasługuje przejażdżka z dzieciakami, kiedy jedno przydusza ojca, drugie chce wymiotować, a trzecie zostaje oblane kawą przez mamę.

Reasumując - nadal serial komediowy z wyższej półki. Mam nadzieję, że poziom pierwszego odcinka przeniesie się na całą serię!

fot.dvdsetshop.com