I po raz kolejny jeden z komediowych finałów USA mocno mnie zaskoczył. I co tu dużo mówić - porządnie wzruszył.
Cam i Mitchell mieli dostać do adopcji drugie dziecko, tym razem z latynoskimi korzeniami, dlatego do szpitala, jako tłumacza wzięli Glorię. A było co tłumaczyć. W szpitalu rozegrała się prawdziwa “brazyliana” czyli telenowela.

Mocno wyśmiewana w formie serialu, z którego Cameron uczył się słówek akcja: Para gejów przyjeżdża do szpitala po synka. Pojawia się siostra rodzącej, przystojny ksiądz (jak w każdej telenoweli), pielęgniarka, która policzkuje siostrę za odebranie kochanka, przystojny pracownik farmy, uznany za zmarłego i w końcu babcia, która postanawia zająć się dzieckiem.
Uśmiałam się do łez.

W międzyczasie Alex szła na swój pierwszy bal i wybrała kolegę - geja, dla którego była przykrywką, Haley chce mieszkać z Dylanem ale rodzice nie chcą się na to zgodzić (genialny Phil, który się zagalopował aż do czasów po Apokalipsie) i Luke, który ukrywał pocztę. Okazało się, że najstarsza córka rodziny Dunphy dostała się na studia.

Ale najlepsze momenty odcinka to
Lily zostawiona pod opieką Manniego i Jay’a. Dziewczynka nie chce braciszka. I nie ma ochoty tańczyć. Dziadek tłumaczy jej miłość “tatusiów” i postanawia wraz z nią zatańczyć na scenie.

I to nie nowy synek pary gejowskiej pojawi się w serialu. To Gloria jest w ciąży! Dziadek rodziny po raz kolejny zostanie ojcem :) Gloria w stanie błogosławionym - to będzie “coś”.
Latynoski temperament w tym wydaniu - już nie mogę się doczekać.

Trzymam kciuki.
Świetny finał.