W USA ruszyła jesienna ramówka. W przeciwieństwie do Polski pojawiło się mnóstwo nowych tytułów. Niektóre postaram się ocenić.
Dzisiaj Top 3 nowości komediowych (po pilotowych odcinkach).
Miejsce 3 (a raczej bez rankingu ;)


“Dads”.
Suchar jakich mało. Szkoda czasu na pisanie o nim recenzji, szkoda czasu na oglądanie. Ledwie zmęczyłam pierwszy odcinek, nie zamierzam więcej wracać do tego tytułu. Formuła podobna do $#*! MY DAD SAYS. Wróżę rychłą kasację.

Miejsce 2
“Mom”.


Serial napisał Chuck Lorre twórca takich przebojów komediowych jak Dharma i Greg,The Big Bang Theory, czy Dwóch i pół.
Po pierwszym odcinku ciężko powiedzieć, czy serial zdobędzie wiernych fanów i kolejne sezony, tym bardziej, że nie ma co liczyć na lawinę śmiechu (chyba, że weźmiemy pod uwagę ten z puszki ;)
Nie jest jednak bardzo źle. W roli głównej Anna Faris. Tym razem wciela się w Christy samotną matkę dwójki dzieci i kelnerkę w prestiżowej restauracji, która romansuje ze swoim żonatym szefem.
Kobieta niedawno wyszła z nałogu alkoholowego i stara się ułożyć swoje życie na nowo. Ma problemy ze zbuntowaną, nastoletnią córką, która prowadzi regularne życie seksualne ze swoim chłopakiem - idiotą.
Pojawia się matka - w tej roli Allison Janney. Okazuje się, że kobieta przez lata piła, ćpała i gotowała metaamfetaminę. Teraz stara się naprawić stosunki z córką.

Lekko, momentami zabawnie, jednak bez szału.
Nie jestem zachwycona tym tytułem ale również go nie skreślam. Zobaczę kolejny odcinek.

Miejsce I
Brooklyn Nine-Nine

Po pierwsze bez śmiechu z puszki. Po drugie rewelacyjna obsada i bardzo dobrze napisani bohaterowie. Stephanie Beatriz przypominała mi April z Parks and Recreation (bo i scenarzysta ten sam), świetny Andy Samberg w roli genialnego ale bardzo dziecinnego detektywa, jednak to Andre Braugher jako Kapitan Holt zdobył moje serce od pierwszej sceny.
Serial ogląda się bardzo dobrze, nie ma dłużyzn i niepotrzebnych dialogów.

Na dobry początek 3,5 bobra.