Korzystając z działającej prapremiery i faktu, że (chyba jak połowa Polski) rozpoczynam inaugurację sezonu “przeziębień i gryp” jestem świeżo po odcinku.
Tradycyjnie postaram się ocenić.
Tradycyjnie bobry poniżej ;)

Czas rozpocząć odliczanie do końca “Przepisu”. Pozostały jedynie dwa odcinki, a relacje głównych bohaterów nie posuwają się ani o pół kroku dalej.
Jerzy i Anka w ogóle się nie spotkali. Ich pojednanie najprawdopodobniej zobaczymy w finale. Już nie będę pisać o tym, że wieje nudą i schematem. Przez cały sezon wylaliśmy już dużo pomyj. Pomińmy to litościwie ;)

Beatka i chór? Nie mam pojęcia po co pojawił się ten wątek. Widzę, że nie ma już zupełnie pomysłu na relacje Żabć. Rywalizacja z mężem, rozmowy z Panią Nutką… Po co to było?
Andrzej przyznał się do zdrady, jednak jego żona zupełnie zbagatelizowała informacje.

Kuba prowadził szkolenia dla kobiet, a Elka po raz kolejny starała się uwieść Tadeusza, czym doprowadziła Polę do szału. Kolejne minuty “zapychacze”.

Jedynym ciekawym punktem była Zuza, która nie ma ochoty dogadać się z Anką i ma zamiar przejąć “Przepis” bez względu na koszty.
Dwa ostatnie odcinki będą opowiadać o walce pracowników restauracji z córką Michała. Mam nadzieję, że pomysł z “zagłaskaniem” wypali.
Rewelacyjny “Żyleta”, którego poniosły nerwy. Okrutnie brakuje mi wątków “Imbiru”. Po zakończeniu emisji odświeżę pierwszy sezon i przypomnę sobie za co tak polubiłam “Przepis na życie”.

Na plus zaliczam również sielską atmosferę w domu Michała i Irenki i rozmowy Poli z Anką (przy udziale Tadeusza, który podsłuchiwał i wtrącał swoje “trzy” grosze).
Janek ponownie ze zbuntowanego nastolatka został opoką i powiernikiem Jerzego.

Niestety odcinek był zupełnie o niczym. Poza rozmowami głównych bohaterów z Zuzą nie wydarzyło się nic wartego uwagi.
Akcja stoi w miejscu, bohaterowie rozmawiają o pierdołach, kłócą się o głupoty i tak przez prawie godzinę.

2 bobry.